Stawka większa niż życie

Wykład w Sanghaloce w czwartek 2 lipca o 19.00 (zapraszamy od 18.15).

Mówca zawita do nas aż z Nowej Zelandii. Nazywa się Aczala, praktykuje buddyzm od wielu lat i poświęcił się min zgłębianiu tybetańskiego tekstu, który większość z nas może znać jako ,,Tybetańską księgę umarłych” (oryginalny tytuł tybetański to Bardo Thodol).

(na zdjęciu Aczala)

Tekst ten opisuje, co dzieje się po śmierci człowieka z jego umysłem i obfituje w symbolikę, która może się nam wydać dziwaczna, straszna lub śmieszna. Ale Aczala spróbuje wydobyć z Księgi jej uniwersalny przekaz i pokazać, że temu tematowi nie musi towarzyszyć grobowa atmosfera. Powinniśmy zaakceptować, że umrzemy, ale ten fakt nie musi nas napawać przerażeniem. Wręcz przeciwnie, może się stać bardzo pozytywną siłą napędową naszej praktyki i sprawić, że będziemy żyli lepszym życiem i wykorzystamy czas, który mamy.

Wykład będzie po angielsku z tłumaczeniem na bieżąco. W trakcie i po wykładzie będzie można zadawać Aczali pytania. Zapraszamy wszystkich, nie trzeba być buddystą ani wierzyć w duchy. Ośrodek Sanghaloka, ul. Augustiańska 4, parter (przy Dietla) od 18.15. Wykład od 19 do ok. 21. Wstęp 5zł. Zapraszamy.

,,Tybetańską księgę umarłych” można zamowić w krakowskim Wydawnictwie A tutaj.

Link do plakatu poniżej:

stawka-wieksza-niz-zycie-1-a51

 

Karykatura Buddy

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jakaś gazeta publikuje karykaturę Buddy z uszami sięgającymi do ziemi. Co miałby do powiedzenia na ten temat sam zainteresowany? Czy zalecałby zrównanie redakcji z ziemią, czy jedynie utwierdzał nas w przekonaniu, że nasze uczucia zostały obrażone i gniew z tego powodu jest jak najbardziej słuszny?

Oto fragment tekstu buddyjskiego sprzed około 2,5 tysiąca lat pod tytułem Brahmadżala Sutra ze zbioru Długich Rozpraw Buddy (Digha Nikaja), który pokazuje, jakie podejście do tych kwestii miał Siddharta Gautama lepiej znany jako Budda:

Bracia, jeśli ktoś ubliża mi, moim naukom (dhamma), lub praktykującym buddyzm (sangha), nie powinniście z tego powodu wpadać w gniew, denerwować się ani obrażać. Gdyby takie ubliżające słowa rozgniewały lub rozzłościły was, to byłoby dla was jedynie przeszkodą. Bo jeśli ktoś ubliża mi, dhammie lub sandze, a wy wpadliście w gniew, to czy jesteście w stanie rozpoznać, czy to, co mówią, jest prawdą, czy nie?

Nie, czcigodny.

Jeśli ktoś ubliża mi, dhammie lub sandze, powinniście wytłumaczyć im, w czym mają rację, a w czym nie, mówiąc: ,,To się nie zgadza, to nieprawda, to nie jest nasza droga, tego u nas nie znajdziecie”.

Ale bracia, jeśli ktoś chwali mnie, dhammę lub sanghę, nie powinniście z tego powodu wpadać w zadowolenie, radość czy uniesienie. Gdyby takie pochwały wprawiały was w zadowolenie, radość czy uniesienie, to byłoby dla was jedynie dla was przeszkodą. Jeśli ktoś chwali mnie, dhammę lub sanghę, powinniście przyznać, w czym mają rację mówiąc: ,,To się zgadza, to prawda, to jest nasza droga, to u nas można znaleźć”.

 

All you need is metta…

Budda był delikatnie mówiąc bardzo mądrym człowiekiem i na pewno potrafił się koncentrować. Często spotyka się jednak ludzi bystrych i potrafiących się skupić, na tym, co robią (np kieszonkowców), niekoniecznie odznaczających się jednak dobrym humorem i otwartością na innych ludzi. Sam Budda był osobą niezwykle przyjazną i szczodrą, co wyraźnie wyczuwa się czytając współczesne mu przekazy.

W buddyźmie pozytywnym emocjom przypisuje się podstawowe znaczenie. Można powiedzieć, że są one nawet ważniejsze niż koncentracja, czy uważność, szczególnie w początkowych etapach ścieżki. Jeśli jesteśmy w złym humorze i darzymy innych niechęcią, to nie jesteśmy w stanie widzieć ludzi i rzeczy „takimi, jakimi są”.

Założyciel tradycji „Przyjaciół”, Sangharakszita powiedział kiedyś, że dla większości ludzi, nie tylko tych praktykujących buddyzm, najważniejsze jest by „znaleźli emocjonalny odpowiednik swojego intelektualnego zrozumienia”. Innymi słowy, abyśmy czuli w sercu to, co już wiemy w głowie. Wszyscy przeczytaliśmy przecież wiele książek, potrafimy rozmawiać prawie na każdy temat, włącznie z brakiem ego, oświeceniem i najwyższymi tantrycznymi praktykami etc. Nasz rozum i mowa są w stanie wyprzedzić nasze emocje i zachowanie o sto lat świetlnych. Powinniśmy więc być bardzo szczerzy ze sobą i wobec innych, w jakim stopniu praktykujemy, to, o czym mówimy i na ile znamy to z własnego doświadczenia, a na ile z książek, czy teorii.

W Sanghaloce uczymy nowo przychodzących dwóch medytacji. Jedna z nich nazywa się metta bhawana  i służy właśnie rozwijaniu (w palijskim: bhawana) pozytywnych emocji (metta) dla siebie i innych osób, a nawet wszystkich ludzi i istot. Słowo ,,metta” można by również przetłumaczyć jako empatia lub uniwersalna miłość, nie kierująca się osobistymi interesami i preferencjami. Poprzeczkę stawiamy więc bardzo wysoko, ale zacząć rozwijać pozytywne emocje można w każdej chwili i w każdym miejscu. Nie musimy się świetnie czuć ani promieniować szczęściem, wystarczy szczerze zdać sobie sprawę, z tego co w tej chwili czujemy, nie cenzurując żadnych uczuć, a jednocześnie utrzymywać w umyśle - niejako w tle - pozytywną intencję.

Ta pozytywna intencja to właśnie metta. Kiedy nasze metta napotka coś pozytywnego w otoczeniu, zmieni się w radość z tego powodu np ucieszymy się z czyjegoś powodzenia lub dostrzeżemy i docenimy pozytywne cechy charakteru tej osoby lub będziemy jej za coś wdzięczni (mudita). Kiedy metta natrafi na cierpienie, całkiem naturalnie zmieni się we współczucie (karuna). Metta może objawiać się także jako (niewywyższająca się) pewność siebie, wewnętrzna siła, odwaga i obiektywność, która nie pozwalą się nam załamać nawet w trudnych sytuacjach, równość charakteru pośród wzlotów i upadków życia (upeksza). Muditę, karunę i upekszę w tradycyjnym buddyźmie zwie się krewniakami metty. Kolejną spokrewnioną emocją, być może najważniejszą z nich wszystkich, jest szraddha. Szraddha to poparte doświadczeniem i rozumem przekonanie czy wiara, że możemy się zmienić, że ta zmiana może być na lepsze, że warto to robić i że jest coś wyższego we wszechświecie, do czego warto zmierzać. Dla buddystów to przekonanie symbolizują trzy klejnoty czyli Budda (idealny człowiek) dharma (nauka pomagająca w realizacji tego ideału w naszym włąsnym życiu) i sangha (inni ludzie wspierający nas i pomagający nam w tym zamierzeniu, a my ich).

(Więcej o medytacji metta bhawana tutaj oraz na stronie polski.wildmind.org albo w środy w ośrodku Sanghaloka.)

 

Praktyka uważności

Jeśli mieliście styczność z buddyzmem, to pewnie obiło się wam o uszy, że buddyści starają się być uważni (czasem używa się też słowa ,,przytomny” lub ,,świadomy”). W dużym skrócie możnaby powiedzieć, że buddyzm zajmuje się rozwojem świadomości. A rozwój to nic innego, jak przejście z niższego na wyższy stopień jakiegoś procesu. Na przykład w przypadku jabłoni, pąk staje się kwiatem, a następnie owocem. W przypadku ludzi ten rozwój świadomości odbywa się indywidualnie. Także nie chodzi tu już o rozwój gatunku (jak w nieskończenie długim procesie ewolucji), lecz o rozwój jednostek. Można postrzegać swój własny rozwój psychologiczny czy duchowy, jako kontunuację procesu ewolucji poprzez indywidualny rozwój świadomości. Nie mylmy jednak świadomości z samym rozumem i inteligencją - rozwijamy również cały wachlarz wyższych (pozytywnych) emocji, intuicję itd. Według buddyzmu człowiek może się dalej rozwijać, a ukoronowaniem tego procesu - nazwijmy to ,,wyższej ewolucji” - jest osiągnięcie oświecenia (tego buddyjskiego, a nie XVIII-wiecznego). Od nas tylko zależy, czy podejmiemy to wyzwanie, czy damy naszej własnej indywidualnej świadomości szansę rozwoju, czy też popadnie ona w stagnację, albo nawet straci swój blask.

Jedną z praktyk, przy pomocy której rozwijamy możemy rozwijać uważność (świadomość), jest uważność oddychania (więcej informacji tutaj). Zaczynamy od oddechu, bo ma on wiele zalet jako przedmiot medytacji - zawsze nam towarzyszy, jest w stanie nas zainteresować, a nawet zafascynować; jest łącznikiem między ciałem a umysłem; a także między światem zewnętrznym a wewnętrznym. Podążanie za własnym oddechem i odczuwanie go może być też bardzo przyjemne, a jeśli medytacja będzie nam sprawiała przyjemność, to całkiem naturalnie staniemy się skupieni.

Oddech to jednak tylko początek. Stopniowo staramy się przenosić uważność w inne obszary życia i naszego doświadczenia - stajemy się bardziej świadomi swojego ciała, umysłu (uczuć, myśli, impulsów, intencji, motywacji, instynktów itd), a także innych ludzi i naszej komunikacji z nimi. W miarę jak nasza uważność się pogłębia, zwracamy też uwagę na prawa rządzące życiem i światem, niejako uświadamiamy sobie, z jakiego materiału jest utkana Rzeczywistość.

Nie wystarcza więc rozwijać trochę uważności od przypadku do przypadku czy jedynie w medytacji (choć regularną praktykę medytacji trudno przecenić). Powinniśmy się starać przywiązać do siebie uważność jak wiernego psa, tak by nas nigdy nie opuszczałą. Oczywiście nie jest to łatwe zadanie i zajmie nam wiele lat. Aby sobie nieco ułatwić to zadanie, możemy potraktować tekst poniżej jako mapę obszarów uważności, na które szczególnie warto zwrócić uwagę.

1. Bycie świadomym przedmiotów, świata materialnego i przyrody

Ten obszar obejmuje całe nasze materialne czy fizyczne otoczenie. Przez większość czasu jesteśmy tylko powierzchownie świadomi rzeczy, które nas otaczają, znajdują się one niejako na peryferiach naszej świadomości. Nie jesteśmy ich świadomi, bo rzadko się zatrzymujemy, żeby na coś popatrzeć albo czegoś posłuchać. Gdybym spytał ile minut, czy ile godzin spędziliście dziś po prostu patrząc na coś czy słuchając czegoś, to co byście odpowiedzieli? Prawdopodobnie, że tylko kilka sekund. A gdybym spytał, dlaczego, to pewnie odpowiedzielibyście, że nie mieliście czasu. Takie jest nasze współczesne życie. Nie mamy czasu, żeby się zatrzymać i porozglądać. Może w drodze do pracy mijamy drzewo, ale nie ma czasu, żeby przystanąć i mu się bliżej przyjrzeć. A tym bardziej już nie tracimy czasu na mniej romantyczne rzeczy, jak ściany, budynki, czy ogrodzenia. Czasem człowiek zaczyna się zastanawiać, co ta cała cywilizacja jest warta, jeśli nie ma się czasu zatrzymać i popatrzeć?

Powinniśmy się więc nauczyć patrzeć na rzeczy bezinteresownie, nie oczekując, że coś nam to da, porzucając swoje subjektywne preferencje. W idealnym przypadku, nauczylibyśmy się tak patrzeć na całą przyrodę – na słońce i na księżyc, na gwiazdy i na ziemię, na wszystkie drzewa i kwiaty, jak i zwierzęta i ludzi. Powinniśmy się nauczyć patrzeć, słuchać i być otwarci.

Tego typu podejście jest bardzo mocno zakorzenione w sztuce Chin i Japonii. Podobno pewnego razu uczeń pewnego znanego mistrzem malarza spytał go, jak ma namalować bambusy. Mistrz nie pokazał mu bynajmniej, jakiego pędzla użyć i jak go przykładać do papieru. Po prostu powiedział: ,,Jeśli chcesz malować bambusy, to musisz się nauczyć widzieć bambusy.” Tak więc uczeń po prostu patrzył; na ich łodygi, liście, w świetle księżyca, wiosną, jesienią, zimą, patrzył na te większe i te mniejsze, patrzył na nie, gdy były zielone i kiedy żółkły, kiedy były świeże i sprężyste, kiedy się starzały i obumierały. Spędził tak lata. W pewnym sensie stał się jednym z nich. I wtedy - dopiero wtedy - zaczął malować bambusy.

2. Bycie świadomym siebie

Ten obszar świadomości można podzielić na kilka innych. Zajmiemy się po kolei 1) świadomością ciała, 2) świadomością uczuć i emocji oraz 3) świadomością myśli.

Po pierwsze, świadomość ciała i ruchu. W pismach Budda mówi, że należy być świadomym, kiedy się chodzi lub siedzi, stoi lub leży – świadomym ułożenia stóp i rąk, tego, jak się poruszamy, jakich gestów używamy itd. Tego typu praktykę wspaniale ilustruje tzw. japońska ceremonia herbaty. Na pierwszy rzut oka ta ceremonia nie jest niczym specjalnym, po prostu przygotowuje się i wypija filiżankę herbaty. Każdy z nas pił herbatę wiele razy, ale jak to się robi w japońskiej ceremonii herbaty? Różnica polega na tym, że robi się to uważnie. Uważnie napełnia się czajniczek wodą, uważnie stawia się go na ogniu, uważnie siada się i obserwuje, jak woda się gotuje słuchając jej bulgotania i syku, patrząc na języki ognia, a następnie uważnie wlewa się wrzącą wodę do czajniczka, nalewa herbaty do filiżanek, serwuje i pije, a to wszystko w ciszy. Możnaby więc powiedzieć, że ta ceremonia ilustruje zastosowanie uważności w codziennym życiu. Powinniśmy rozwijać w sobie takie podejście we wszystkim, co robimy. Wszystkie czynności powinniśmy wykonywać płynnie, z wewnętrznym spokojem i godnością.

Po drugie, świadomość uczuć. Jeśli będziemy praktykować uważność w odniesieniu do własnych uczuć i emocji, to wszystkie tzw. niezręczne stany umysłu (czyli te wyrastające z pożądania, chciwości, nienawiści, czy strachu) zaczną stopniowo zanikać. Z drugiej strony, oczyścimy i udoskonalimy w sobie w ten sposób tzw. zręczne stany umysłu. Na przykład jeśli z natury łatwo popadamy w gniew, to praktykując staniemy się bardziej świadomi naszego gniewu i zaczniemy dostrzegać, w którym momencie i dlaczego on w nas narasta.

Po trzecie, świadomość myśli. Załóżmy, że ktoś nas nagle spyta, o czym teraz myślimy. Większość ludzi, kiedy się ich o to spytać, odpowie, że nie wie. A to dlatego, że w rzeczywistości nie myślą o niczym konkretnym, tylko pozwalają swoim myślom błąkać się bez celu. Czasem nasze myśli po prostu dryfują, nie mając określonego celu i kierunku.

Tak więc musimy się stać świadomi swoich myśli (nawet w snach). Widzieć, skąd przychodzą i dokąd odchodzą. W ten sposób paplanina w naszym umyśle stopniowo się wyciszy. W pewnym momencie w medytacji nasz umysł stanie się spokojny. Wszelkie dygresje, skojarzenia i koncepcje ucichną i znikną. Umysł stanie się pusty, wypełniony jedynie przejrzystą i jasną świadomością. Taką ciszę jest trudniej osiągnąć niż zwykłą ciszę poprzez nie mówienie.

3. Świadomość innych ludzi i istot

Jeśli w ogóle jesteśmy świadomi innych ludzi, to zwykle nie jako ludzi, lecz jako przedmiotów gdzieś w otaczającej nas przestrzeni. Ważnym jest jednak, żebyśmy się starali ich widzieć jako ludzi. Jak to zrobić? Po pierwsze oczywiście musimy na nich patrzeć. Brzmi to bardzo prosto, ale jest trudne. (Być może znacie tzw. ćwiczenia komunikacyjne z tybetańskiego buddyzmu, które robi się czasem na odosobnieniach. Pierwsze z tych ćwiczeń polega na tym, że się po prostu siedzi i patrzy przez kilka minut na osobę siedzącą naprzeciwko, starając się przy tym nie popaść w zawstydzenie czy spięcie.)

Trudno jest być świadomym drugiej osoby, jeśli nie jesteśmy w stanie z nią komunikować. Komunikacja nie ogranicza się oczywiście do mowy. Może być dużo subtelniejsza, niemal telepatyczna. Ta ostatnia może sugerować już dość wysoki stopnień świadomości. Często taka telepatyczna świadomość jest wzajemna.

W Indiach istnieje praktyka znana jako ,,darszan”. W gruncie rzeczy polega ona na tym, że ludzie patrzą na swojego duchowego nauczyciela i starają się go czy ją widzieć jako osobę rozwiniętą duchowo. W Indiach nauczyciele duchowi często mają swoje ośrodki, gdzie zamieszkują i gdzie ich uczniowe zbierają się wokół nich. Często wieczorami nauczyciel po prostu siedzi sobie, a ludzie przychodzą nań popatrzeć. W przypadku słynnych nauczycieli przychodzi nawet bardzo dużo ludzi z całych Indii, po prostu żeby popatrzeć. Starają się być go czy jej świadomi jako osoby duchowej. Słynnym tego przykładem był Ramana Maharszi. Siedział przez chyba 50 lat w jednym miejscu. Większość ludzi, którzy przychodzili, nie odzywała się w ogóle, choć oczywiście byli i tacy, którzy rozmawiali.

4. Świadomość Rzeczywistości

Świadomość Rzeczywistości to najtrudniejszy poziom praktyki uważności. Nie chodzi tutaj o to, żeby myśleć o Rzeczywistości, lecz o bezpośrednie postrzeganie, poza myślami. Trudno jest to opisać więc niech nam to na razie wystarczy. Istnieje wiele sposobów, na jakie możemy rozwijać w sobie tę świadomość.

Jednym z najbardziej znanych jest kierowanie umysłu ku Buddzie, który, jak wiemy, jest ucieleśnieniem Rzeczywistości. ˛Na początku można sobie wyobrazić zewnętrzny wygląd Buddy, jakbyśmy go spotkali w Indiach 2500 lat temu. Widzimy jego wysoką spokojną sylwetkę kroczącą dostojnie po drogach północnych Indii nauczając ludzi. Następnie możemy sobie go wyobrazić w rozmaitych sytuacjach historycznych, na przykład siedzącego pod drzewem Bodhi po osiągnięciu Oświecenia. Po czym, przywodzimy na myśl albo jesteśmy świadomi jego duchowych cech˛i zalet – nieograniczonej mądrości, nieskończonego współczucia, ogromnego spokoju oraz nieskazitelnie czystego umysłu. Staramy się je sobie wyobrazić i dotrzeć do ich esencji – innymi słowy do stanu Buddy.

Powtarzanie mantry również może służyć utrzymaniu świadomości Buddy lub boddhisatwy. Możemy robić zakupy, pić herbatę albo z kimś rozmawiać – ale jeśli mantra jest zawsze w tle, nigdy nie tracimy całkowicie kontaktu z naszym ostatecznym celem. Na tym właśnie polega praktykowanie uważności – na nieustannym utrzymywaniu pewnego poziomu świadomości tych różnych obszarów.

Inny sposób na praktykę uważności, to bycie świadomym ,,pustki” (szunjata). Jest to rodzaj świadomości pozbawionej wszelkich konceptów, wychodzącej poza wyobraźnię, myśl a nawet pragnienia. Ten rodzaj świadomości daje się praktykować jedynie, gdy ma się nieco doświadczenia w medytacji.

(Tekst o czterech obszarach uważności powyżej to zmienione i połączone fragmenty rozdziałów ,,Doskonała uważność” oraz ,,Uwaga” zaczerpnięte odpowiednio z książek ,,Vision and Transformation” i ,,Czym jest Dharma?” autorstwa Sangharakszity. Tłumaczenie Nityabandhu i Henryk Smagacz. Copyright Sanghaloka 2009).

 

Buddyzm - ścieżka wojownika

Guru Padmasambawa

Siddhartha Gautama był określany po swoim oświeceniu jako ‘Budda’, czasem jako ‘Współczujący’, ale teksty pali i sanskryckie nadają mu również przydomki Mahawira, co znaczy ‘Wielki Bohater’ i Dźina, czyli ‘Zwycięzca’. W rzeczywistości w najwcześniejszych tekstach buddyjskich tytuł Dźina pojawia się niemal tak często jak tak dobrze nam znany ‘Budda’. Jest Zwycięzcą, ponieważ pokonał w sobie całą uwarunkowaną egzystencję. Pokonując siebie, pokonał świat. Według Dhammapady, ‘Chociaż ktoś może tysiąc razy pokonać w bitwie tysiąc ludzi, jednak wspanialsze zwycięstwo należy do tego, kto pokonał siebie’. Później średniowieczny buddyzm stworzył ideę trailokja widźaja, ‘pokonania trzech światów’ - to znaczy pokonania świata zmysłowego pragnienia, świata archetypowych form i świata bez formy. Dźina pokonuje te trzy wewnętrzne światy. [...]

Aby czytać dalej kliknij na link pod spodem. Ten artykuł został zaczerpnięty z rozdziału ,,Ideał bohatera w buddyzmie” z książki pt ,,Kim jest Budda?” autorstwa Sangharakszity, która ukazała się nakładem Wydawnictwa A. Książkę można zamówić na stronie wydawnictwa www.awyd.pl

Read the rest of this entry »

 

Noworoczne życzenia…

W Sylwestra i Nowy Rok w naszej kulturze ludzie życzą sobie nawzajem wszystkiego dobrego, pomyślności, szczęścia, radości itd.  I to wyraża chyba naszą autentyczną wiarę w to, że życie może się zmienić na lepsze i nadzieję, że tak się stanie w kolejnym roku.

Podzielam tę wiarę, że życie każdego człowieka może się zmienić na lepsze. Jednak tyle spraw w życiu wymyka się spod naszej kontroli i tak naprawdę nie wiadomo, co życie przyniesie. Może mi się poszczęści w totolotka, a może zgubię portfel. Może będę zdrowy, a może złamię nogę. A nawet jeśli wszystko ułoży się po mojej myśli, to czy będę z tego powodu głęboko zadowolony?

Wolę więc nie zdawać się w tym zakresie tylko na życzenia, nawet te najlepsze ale zacząć coś robić. Uważam, że tak naprawdę jedyne, na co naprawdę mam wpływ, to stan mojego własnego umysłu - na to jak się odnoszę do innych ludzi, jak reaguję na sytuacje, które życie przynosi. Dobrze się składa, że - z buddyjskiej perspektywy - to jest jednocześnie najważniejsza, najcenniejsza rzecz w życiu.

Buddyzm oferuje wizję życia, w której rozwój jest czymś naturalnym dla człowieka. Oprócz tej wizji daje też konkretne - nazwijmy to - narzędzia, jak medytacja oraz uczy, jak tych zmian na lepsze w sobie dokonać. Ale praktykować musimy już sami (choć ze wsparciem przyjaciół).

Wszystkim czytającym oraz samemu sobie życzę więc, żeby w 2009 roku nie opuszczała nas inspiracja i motywacja do przebudzenia tego, co w nas pozytywne, piękne, prawdziwe i świadome.

 

Grupa trzymająca karpia

Jeśli ryby potrafią się dziwić, to kilkanaście karpi pływających teraz po Bagrach zapewne nie może uwierzyć swojemu szczęściu i otwiera szeroko usta ze zdziwienia.

Z inicjatywy krakowskiej grupy Bon Garuda w niedzielę rano zebrała się grupka ludzi uzbrojonych w plastikowe wiadra, dołączyło się też kilka osób z Sanghaloki. Wojtek, inicjator tej akcji, zaprowadził nas w miejsce, gdzie kupiliśmy każdy po karpiu. Kawalkada samochodów przejechała następnie nad Zalew Bagry, gdzie jeden karp po drugim odzyskiwały wolność, wypuszczane do przeraźliwie zimnej wody. W porównaniu z setkami tysięcy tych ryb, które wkrótce zostaną zjedzone przez naszych ziomków, nie mówiąc o innych zwierzętach, jest to kropla w oceanie. Ale nawet jeśli to zdarzenie miało tylko wartość symboliczną, to myślę, że warto było. Moment, w którym te stworzenia, początkowo niepewnie, a potem już w swoim żywiole, krętym wodnym szlakiem odpłynęły od brzegu, był bardzo wzruszający.

Najwyższym ideałem w buddyzmie, a także bon, jest praktyka mająca na celu wyzwolenie z cierpienia wszystkich istot, więc nie tylko siebie, czy nawet wszystkich ludzi, ale także działanie na rzecz wszystkich ,,pręgowanych i skrzydlatych”. W wielu buddyjskich krajach Azji istnieje tradycja wykupowania ryb i ptaków i zwracania ich na wolność. Jeden z nauczycieli Sangharakszity (założyciela Przyjaciół) - Chińczyk Jogi Czen (Yogi Chen), był znany jako ,,fish rimpoche” (rimpoche to tytuł, używany przez niektórych nauczycieli buddyjskich). Także jedyny żyjący jeszcze nauczyciel Sangharakszity - Chatrul Sangye Dordże, lama z tybetańskiej tradycji Nyingma, jest wielkim propagatorem tej tradycji, jak i wspiera silnie wegetarianizm w ogóle, a w szczególności wśród Tybetańczyków.

Dla mnie osobiście, kiedy zwróciłem wolność i życie temu jednemu karpiowi, a szczególnie, kiedy zobaczyłem potworne warunki, w jakich jego pobratymcy są przetrzymywani przed śmiercią, przypomniało mi się, dlaczego przestałem jeść mięso na długo zanim zostałem buddystą.

(Na zdjęciach Wojtek wypuszcza karpia oraz grupa trzymająca karpie. Dzięki Wojtku za pomysł i zaproszenie! Więcej o losach ryb na polskich stołach tutaj oraz w artykule w Gazecie wyborczej- uwaga, linki do stron zewnętrznych.)


 

Poranna medytacja

W okresie wokół świąt w Sanghaloce będą się odbywać poranne medytacje - o godz. 8 i 9 rano. Możesz przyjść albo o 8 albo o 9, albo na obie. Między medytacjami będzie krótka medytacja w chodzeniu i przerwa. Po drugiej medytacji możesz zostać na herbatę i ewentualnie małe śniadanie.

(Uwaga - to nie jest wprowadzenie do medytacji, tylko medytacja razem dla tych, którzy już wiedzą co i jak. Jeśli chcesz się nauczyć medytować, to zapraszamy w środy o 19.00 do 21.00 - kolejne wprowadzenie 7 stycznia).

Oto daty, kiedy będą się odbywać medytacje: 20 XII (sobota), 22 XII (poniedziałek), 23 XII (wtorek), 28 XII (niedziela), 29 XII (poniedziałek), 30 XII (wtorek) oraz 31 XII (środa).

Pytania lub wątpliwości? Pisz na kontakt@buddyzm.info.pl

 

Zima w Sanghaloce

Zima na Kazimierzu i wokół Sanghaloki - zaskoczyła drogowców ale nie buddystów. A w międzyczasie mamy już pierwszą wiosnę tej zimy i ten śnieg ze zdjęcia stopniał. Mimo ciężkich warunków pogodowych kontynuujemy środowe medytacje.

Trochę o planach na przyszłe miesiące: od stycznia zaczynamy kurs medytacji i buddyzmu dla tych, którzy nauczyli się medytować na naszym środowym kursie, którzy medytują w domu i chcieliby się dowiedzieć więcej. To będzie w czwartki wieczorem. Także jeśli kogoś ten kurs interesuje, to jest jeszcze szansa przyjść na wprowadzenie do medytacji w grudniu w którąś środę (ale nie 3 XII - nie ma zajęć) i potem na kurs. Więcej informacji - proszę wyślij mejla na kontakt@buddyzm.info.pl

Oprócz tego od stycznia lub lutego Sassirika będzie uczyć medytacji po angielsku. Czyli podobnie jak nasze dotychczasowe zajęcia w środy, tyle że dostępne dla tych, którzy nie mają szczęścia dobrze znać naszego języka. To będą poniedziałki, dokładna data rozpoczęcia jeszcze do potwierdzenia.

Na początku przyszłego roku otworzymy też w Sanghaloce sklepik z buddyjskimi ,,towarami kolonialnymi”. Co się za tym kryje - o tym wkrótce więcej na blogu. Do usłyszenia.

 

W święto Sanghi…

Wielu ludzi kojarzy buddyzm i ścieżkę duchową z samotnością i oddzieleniem od ludzi - skojarzenie, które zamiłowanie buddystów do medytacji wydaje się potwierdzać. I rzeczywiście, umiejętność bycia samemu jest w buddyźmie bardzo ważna, tak jak i emocjonalna niezależność i zdolność samodzielnego myślenia. Ale równie ważne są przyjaźń i Sangha.

Budda, na stwierdzenie swego przyjaciele Anandy, że przyjaźń duchowa to połowa ścieżki duchowej pr

w święto Sanghi

aktyki, odparł: ,,Nie mów tak, Anando. Przyjaźń to cała ścieżka duchowa, całe życie duchowe.” Mógł tak odpowiedzieć, bo cały arsenał buddyjskiej praktyki jest skierowany na przekroczenie barier naszego ego. A jak inaczej można to zrobić, jeśli nie z innymi ludźmi, rozwijając w coraz większym stopniu to naturalne powinowactwo, które odczuwamy z innymi istotami?

Sam Budda, wkrótce po osiągnięciu Oświecenia, zaczął się zastanawiać, komu przekazać prawdę, którą odkrył. Jego myśl podążyła ku swym pięciu towarzyszom, z którymi jakiś czas wcześniej praktykował surową ascezę i odmawianie sobie jedzenia, dopóki nie stwierdził, że to go donikąd nie prowadzi. Budda postanowił odnaleźć swoich byłych kompanów i podzielić się z nimi tym, co odkrył. Nie dlatego, że byli jakoś specjalnie zdolni, czy duchowo pojętni, lecz po prostu dlatego, że coś im zawdzięczał i że byli jego starymi przyjaciółmi.

Medytując możemy sobie wyobrażać, że jesteśmy Clintami Eastwoodami na duchowej ścieżce - zaraz spłynie na nas wielka moc, otworzy się trzecie oko i będziemy czytać ludziom w myślach. Ale chyba zdrowiej i przyjemniej pamiętać, że praktycznie wszystko, czym jesteśmy, co mamy i co wiemy, zawdzięczamy innym ludziom.

święto Sanghi już za nami, razem z medytacją, pudżą i zrobionym przez Sassirikę czajem (to jest słodka herbata z mlekiem gęsto zaprawiona indyjskimi przyprawami). Ale mimo, iż ten dzień minął, to warto pamiętać, że przyjaźń i Sangha to serce buddyzmu.

Zapraszamy w środę 19 XI na co tygodniowe wprowadzenie do medytacji. W tym tygodniu metta bhawana, z pomocą której rozwijamy silne pozytywe i przyjazne uczucia do siebie i innych ludzi.