Zmiany w okresie letnim

Zajęcia:

- poniedziałkowe (wprowadzenie do medytacji po angielsku)

- wtorkowe (medytacja i pudża) oraz

- środowe (wprowadzenie do medytacji)

będą się odbywać normalnie.

Nie będzie zajęć w czwartki między 22 VII a 5 VIII (w tym tygodniu jeszcze są, a potem zapraszamy w czwartek 12 VIII).

Zapraszamy.

 

Budda-Quiz

Czasem spotyka się Amerykanów, którzy słysząc, że człowiek jest z Polski, wykrzykują radośnie: ,,That’s a wonderful country. Byłem 2 lata temu w Pradze!”

Więc przyszedł czas, żeby sprawdzić, czy znajomość buddyzmu ludzi trafiających na ten blog i naszych regularnych czytelników jest lepsza niż znajomość geografii przeciętnego obywatela USA i czy nie mylicie nauki o karmie z karmą dla psów. Poniżej prosty buddyjski quiz. Na przemyślenie odpowiedzi masz ponad 2 tygodnie, bo one pojawią się na tym blogu dopiero w połowie sierpnia.

BUDDA-QUIZ

1.    Budda był człowiekiem.  TAK/NIE

2.    Budda był radosnym chińskim grubaskiem.  TAK/NIE

3.    Buddyzm jest odłamem hinduizmu.  TAK/NIE

4.    Jest wielu buddów.  TAK/NIE

5.    Wszyscy buddyści są wegetarianami.  TAK/NIE

6.    Ze zwierząt buddyści największą czcią otaczają krowy.  TAK/NIE

7.    Musisz wierzyć w reinkarnację, żeby być buddystą.  TAK/NIE

8.    Buddyści zamiast dziesięciu przykazań mają pięć.  TAK/NIE

9.    Karma oznacza, że jeśli przytrafiło ci się coś złego, to dlatego, że w przeszłości zrobiłeś/-aś coś złego.  TAK/NIE

10.    Buddyści uważają, że człowiek nie jest z natury grzeszny, tylko nieco tępy.  TAK/NIE

11.    Buddyści starają się nie mieć żadnych pragnień. Ten stan nazywa się nirwaną. TAK/NIE/NIEWAŻNE, JESTEM PONADTO, BO POZBYŁEM SIĘ EMOCJI

12.    Bycie buddystą to oddanie Buddzie, Dharmie i Sandze.  TAK/NIE

13.    Dalaj Lama jest papieżem buddyzmu.  TAK/NIE

14.    W medytacji staramy się pozbyć wszelkich myśli.  TAK/NIE

15.    W medytacji staramy się oderwać od ciała. TAK/NIE

16.    Inna nazwa buddyzmu to Zen.  TAK/NIE

17.    Praktyka medytacji prowadzi do tego, że nigdy nie odczuwamy złości.  TAK/NIE/WKURZA MNIE TEN QUIZ!

18.    Uważność oznacza, że staramy się być tylko tu i teraz, nie myśleć o przeszłości ani przeszłości.  TAK/NIE

19.    Główne cele buddyzmu to: lewitacja i czytanie myśli. TAK/NIE

 

Tajemniczy Świat - SLAJDY WTOREK 22 VI

Kolejny tydzień, kolejne slajdowisko. Po Indiach tym razem kolej na Hiszpanię. W górach Sierra… - jakaś tam, nie pamiętam nazwy - ukryty przed wzrokiem niepowołanych znajduje się ośrodek Guhjaloka (,,Tajemniczy Świat” albo ,,Ukryta Kraina”) Wspólnoty Triratna. W tej dolinie odbywają się 4-miesięczne odosobnienia dla mężczyzn z całego świata przyjmowanych do naszej wspólnoty (to jest tzw. ordynacja). (Podobny ośrodek dla dziewczyn i kobiet znajdował się w Anglii, a od niedawna także w Hiszpanii.)

Santaka i Nityabandhu pokażą zdjęcia z tego niesamowitego miejsca i opowiedzą o nim, o odosobnieniu (czyli retricie), w którym wzięli udział w 2005 roku i co nie co o tym, czym ta ordynacja jest. Zapraszamy w ten wtorek 22 VI o 19.00 (drzwi otwarte od 18.30; jeśli nie znasz medytacji uważność oddechu, to przyjdź o 18.30 na krótki instruktaż).

 

Slajdy i wykład - Jak odradza się buddyzm w Indiach w XXIw?

Na naszych oczach dzieje się coś fascynującego - buddyzm, który praktycznie zniknął z powierzchni Indii w XII wieku, powraca i odradza się w kraju w którym powstał 2500 lat temu.

Zapraszamy na slajdowisko i towarzyszący komentarz/wykład Aczali ze Wspólnoty Buddyjskiej Triratna we wtorek 15 VI o godz. 19.00 (do 21.00) w Sanghaloce na Augustiańskiej 4 w Krakowie. (Wieczór zaczniemy od medytacji uważności oddechu - jeśli nie znasz tej medytacji, to przyjdź proszę o 18.30 na krótki instruktaż). Wstęp: 5zł.

Aczala (na zdjęciu obok) praktykuje buddyzm we Wspólnocie Triratna od 30 lat. W zeszłym roku spędził kilka miesięcy pracując w Instytucie Nagardżuny w Nagalok blisko miasta Nagpur, jednym z centrów buddyjskiego odrodzenia w Indiach. Instytut Nagardżuny kształci ludzi (do tej pory ok. 500 osób) w sferze buddyzmu ale przekazuje im też umiejętności pozwalające się odnaleźć w niełatwym życiu buddystów w Indiach. Aczala pokaże slajdy i opowie o swojej pracy i ludziach w Nagaloka oraz o sytuacji buddyzmu w Indiach.

Więcej informacji o Instytucie Nagardżuny w Nagalok po angielsku tutaj na fwbo news. A tu więcej o renesansie Buddy w Indiach na naszym blogu.

 

Wykłady po polsku na Free Buddhist Audio

Jeśli uciekł Ci tramwaj i nie zdążyłeś na wykład do Sanghaloki, albo jeśli mieszkasz w Koszalinie i nie ma szansy, żebyś wpadła do Sanghaloki, to nic straconego. Nagrywamy większość z naszych wykładów i od teraz będą one dostępne na polskiej wersji strony freebuddhistaudio.com pod adresem: http://www.freebuddhistaudio.com/community/local?c=Krakow Także załóż sobie zakładkę i sprawdzaj od czasu do czasu, co nowego. Jeśli masz jakieś uwagi na temat wykładów, to pisz na kontakt@buddyzm.info.pl

 

Oj, dana, dana!

Dana (w sanskrycie i palijskim) czyli dawanie, dzielenie się, szczodrość to jedno z najważniejszych słów w buddyzmie. A jednocześnie jedna z najważniejszych zarówno praktyk, jak i cech, które warto w sobie rozwijać.

Gdyby ludzie wiedzieli, jakie pozytywne skutki ma dawanie, to nie przestawali by dawać - stwierdził Budda  (no, mniej więcej tak - oryginał u dołu).

A Walt Whitman w poemacie ,,Song of Myself”, utrzymanym w duchu Bodhisattwy, mówi :

,,Bacz na to: ja nie prawię morałów ani jałmużn nie rzucam;
Kiedy daję - daję siebie
.”

Poniżej świeże (jeszcze ciepłe) nagranie z wykładu o tym, jak Budda nakłaniał ludzi, by rozluźnili nadgarstki i mieli bardziej otwartą rękę.

Słuchaj online albo ściągnij tutaj.

Linki do tekstów z kursu etyki buddyjskiej z 2009 roku o dawaniu (dana) i o niebraniu tego, co nie zostało nam dane. A tu punkt wyjścia do dyskusji o etyce buddyjskiej (sila) w ogóle.

Poniżej fragment dwóch sutt o dawaniu (sutta to tekst przekazujący słowa historycznego Buddy):

Gdyby ludzie wiedzieli..

Bracia, gdyby ludzie wiedzieli - tak jak ja wiem - jakie skutki przynosi dawanie i dzielenie się, to zanim skończyli by posiłek, chcieli by już dawać i dzielić się. I nie pozwalali by, aby skąpstwo zawładnęło nimi, zanieczyszczało ich umysły i zagnieżdzało się w nich. Nawet gdyby to miał być ostatni kąsek, ostatni kawałek jedzenia, nie zjadali by go sami, lecz dzieliliby się nim - jeśli tylko byłby ktoś, z kim można by się nim podzielić.

Ale, bracia, ponieważ ludzie nie wiedzą - tak jak ja wiem - jakie skutki przynosi dawanie i dzielenie się, jedzą sami nie dając, a skąpstwo włada nimi, zanieczyszcza ich umysły i zagnieżdza się w nich.

[zbiór tekstów Ittivutaka, tekst 26, linijki 18-19]

Jak daje rozwinięty duchowo człowiek?

Rozwinięty duchowo człowiek daje na pięć sposobów: daje z przekonaniem, daje z szacunkiem, daje we właściwym czasie, daje z sercem przepełnionym szczodrością oraz daje nie pomniejszając [tego, któremu daje].

[fragment sutty ze zbioru Anguttara Nikaya 5:148; III 172-173]

 

Mandala Pięciu Buddów

Dwa tygodnie temu odwiedził nas w Krakowie przyjaciel z Anglii o buddyjskim imieniu Widjakaja (Vidyakaya). Tym, co robi w życiu, można by obdzielić kilka osób, ale między innymi maluje - głównie Buddów i portrety nauczycieli buddyjskich. Goszcząc w Sanghaloce ostatnio pokazał kilka slajdów swoich malarskich eksperymentów oraz mówił o symbolice Mandali Pięciu Buddów na ich podstawie. Min z każdym z tych pięciu Buddów kojarzy się określony rodzaj oświeconej Mądrości (np z Buddą Akszobją: Mądrość Odbijającą Jak Lustro), określone zwierzęta (towarzysze Akszobji to słonie) etc. Widjakaja jest mistrzem kojarzenia i łączenia symboli z różnych obszarów życia i bardzo ciekawie o tym opowiada. Tutaj możesz posłuchać (online lub ściągnąć; 40min, po angielsku z tłumaczeniem).

A pod spodem obrazy, na których podstawie Widjakaja omówił Mandalę wraz z imionami poszczególnych Buddów.

Akszobja

Akszobja

Ratnasambhawa

Ratnasambhawa

Amitabha

Amitabha

Amoghasiddhi

Amoghasiddhi

Wajroczana

Wajroczana

 

Przyjaciel Budda

Gdyby spytać ludzi, jakie mają skojarzenia z buddyzmem, pewnie w pierwszej trójce pojawiła by się medytacja, medytujący Budda, może uśmiech Dalaj Lamy. Przyjaźń nie znalazłaby się pewnie w pierwszej setce tych skojarzeń. Tutaj możesz ściągnąć lub posłuchać krótkiego wykładu (13min) , w którym Nityabandhu mówi jednak, że przyjaźń to samo serce buddyzmu, cytuje na poparcie tego Buddę i pokazuje, że pod tym względem Arystotelesowi też niedaleko do buddyzmu…

A tutaj trochę więcej kaljana mitrata czyli o przyjaźni w buddyzmie…

 

Nietrwałość (anitja)

Prosty ale poruszający wykład Sassiriki o nietrwałości wygłoszony na retricie w Sopatowcu w styczniu 2010 roku. (po angielsku z polskim tłumaczeniem, ok. 50min, poniżej). Nietrwałość (w pali: anitja) to w buddyzmie jedna z tzw. lakszan (lakszana) czyli cech życia (uwarunkowanej egzystencji). Pozostałe dwie lakszany to brak niezmiennej esencji (lub ego, duszy), w pali anatta, oraz niemożność osiągnięcia pełnej satysfakcji poza Nirwaną (dukkha).

Nagranie z wykładu do ściągnięcia tutaj na stronie free buddhist audio.

Pod koniec wykładu Sassirika cytuje wiersz japońskiego mistrza Kukaia o nietrwałości, który możesz przeczytać też tutaj: ,,Ach, gdzie masz oczy, czy nie widziales…?

anitya przemijanie

 

,,Buddyjska rewolucja” w Indiach

Film z ostatniej wizyty w 1992 w Indiach Sangharakszity - założyciela buddyjskiego ruchu FWBO/Triratna. W Indiach ten ruch nazywa się TBMSG i prowadzi działalność buddyjską oraz społeczną.

Sangharakszita w Indiach_ostatnia wizyta w 1992 from Sangha Loka on Vimeo.

Jak widać na filmie, buddyzm w Indiach wygląda zupełnie inaczej niż na Zachodzie czy nawet w innych krajach azjatyckich. W krajach zachodnich i w Polsce często podkreśla się wymiar psychologiczny buddyzmu. Być może to jest największe nieporozumienie, a jednocześnie zagrożenie dla buddyzmu - że zostanie on sprowadzony do poziomu terapii. Natomiast w Indiach, gdzie większość buddystów wywodzi się z byłych Niedotykalnych czyli Dalitów (ludzie uprzednio wykluczonych poza system kast i poza nawias społeczeństwa), buddyzm to potężna siła społeczna, która umożliwiła milionom ludzi w XX w. wyrwanie się z piekła ,,niedotykalności”, awans społeczny, wiarę w siebie i godne życie. Na filmie widać, jak podczas wizyty Sangharakszity byli Dalici dają wyraz swoim uczuciom radości w sposób tak niepohamowany, że może on nas dziwić albo nawet razić.

Jak doszło do tego, że większość buddystów w Indiach to byli Niedotykalni?

Mało kto wie, że buddyzm praktycznie wymarł w Indiach około tysiąca lat temu. Dopiero w latach w roku 1956 nastąpiło jego odrodzenie w nieoczekiwany sposób. W 1947 roku po uzyskaniu przez Indie niepodległości od Imperium Brytyjskiego nowy minister sprawiedliwości Dr Bhimrao Ambedkar wywodzący się z wykluczonych z systemu kast ,,Niedotykalnych” próbował polepszyć los swoich pobratymców. Szybko zdał sobie jednak sprawę, iż mimo że system kast został zdelegalizowany w nowej konstytucji z 1947 roku, to w praktyce byli Niedotykalni czyli Dalici nadal są dyskryminowani. W związku z tym, po wnikliwym przestudiowaniu wielu systemów religijnych (włącznie z Islamem) oraz politycznych (włącznie z komunizmem), w 1956 roku przeszedł z hinduizmu na buddyzm (w którym kast nie ma). Za nim podążyły setki tysięcy, a później miliony wiernych mu Dalitów. Niestety Dr Ambedkar zmarł kilka tygodni później pozostawiając ich bez duchowego i politycznego wsparcia.  Jedną z osób kontynuujących pracę wśród Dalitów po śmierci Ambedkara był Sangharakszita, mieszkający wówczas w Indiach młody angielski mnich buddyjski

Po powrocie z Indii do Anglii w 1964 roku Sangharakshita założył nowy ruch buddyjski zwany Friends of the Western Buddhist Order (FWBO). W latach 70-tych kilku jego angielskich uczniów widząc potrzebę polepszenia warunków życia wśród byłych Dalitów, osiedliło się w Indiach. Owocem ich inicjatywy jest prężnie rozwijający się ruch TBMSG. Działa charytatywnie (np organizacja Karuna zbiera pieniądze z darowizn w Wlk. Brytanii i Niemczech oraz na Tajwanie i przekazuje je na budowę internatów, szkół etc), ale rozwija także działalność strikte buddyjską np prowadzi ośrodki buddyjskie w miastach oraz ośrodki odosobnień.

Oczywiście FWBO/TBMSG/Triratna to nie jedyna buddyjska organizacja w Indiach i skupia ona stosunkowo niewielki procent ,,nowych” buddystów. Jednak jej działalność jest ważna, ponieważ z jednej strony unika uwikłania w politykę tak powszechnego wśród organizacji buddyjskich w Indiach i stara się skupić na polepszeniu warunków życia ludzi. A z drugiej strony nie zapomina, że buddyzm to przede wszystkim praktyka mająca na celu osiągnięcie najwyższej wolności umysłu i gdzie jest to możliwe, stara się zapewnić warunki do praktyki duchowej.

FWBO na Zachodzie, Przyjaciele Zachodniej Wspólnoty Buddyjskiej w Polsce oraz TBMSG w Indiach to jeden ruch buddyjski (od 2010 pod wspólną nową nazwą Triratna Buddhist Community, a w Polsce Wspólnota Buddyjska Triratna).

Przyjemnego oglądania!

Linki:
- tbmsg.org
- fwbo.org
- http://www.karuna.org/
- http://www.sangharakshita.org/
- http://sangharakshita.org/bookshelf/jaibhim.pdf (książka w pdf po angielsku o kulisach odrodzenia buddyzmu w Indiach w XX w.)

Inne filmy Triratny z polskimi napisami na vimeo.

 

Kurs: wyprawy wgłąb dżungli buddyzmu

Uwaga - wymagana znajomość medytacji uważność oddechu i metta bhawana. Jeśli nie byłeś/-aś, to najpierw wpadnij na wprowadzenie do medytacji (robimy je w każdą środę o 19.00 po polsku i w każdy poniedziałek o 19.00 po angielsku).

Cykl wieczorów z medytacją, wykładem i dyskusją:

Wyprawy wgłąb dżungli buddyzmu

Ten cykl będzie trwał od kwietnia do lipca 2010. Warto przychodzić regularnie co tydzień, żeby skorzystać jak najwięcej, ale nie są wymagane zapisy. Jeśli znasz obie medytacje, których uczymy, możesz przyjść w jakikolwiek wtorek. Program wieczorów pod spodem.

Pierwsze kilka tygodni poświęcimy Buddzie. Wykład i dyskusja we wtorek 13 kwietnia będzie pt: ,,Budda - jeden czy wielu?”

Nie trzeba być buddystą ani mieć żadnej uprzedniej wiedzy o buddyzmie, wystarczy otwartość na to, co buddyzm i Wspólnota Triratna ma do zaoferowania. Kurs jest dwujęzyczny - dwie grupy tj polska i angielsko-języczna. Info po angielsku tutaj: http://www.buddyzm.info.pl/eng/?page_id=41

To nie jest akademicki kurs historii czy filozofii buddyzmu - jak wszystkie nasze kursy staramy się, żeby ten też był praktyczny tzn. staramy się stosować te nauki w swoim życiu. Poprzez dyskusję w grupie uczymy się też wiele o sobie, o swoich reakcjach, praktykujemy cierpliwość, przyjaźń i uważność.

Wstęp 10zł/zniżka dla studentów 7zł.

Więcej informacji: kontakt@buddyzm.info.pl

Program wieczorów:

- można odsapnąć w Sanghaloce i napić się herbaty od 18.30. Zaczynamy o 19.00.

- medytacja uważność oddechu lub metta bhawana (ok. 30min)

- wykład o buddyzmie po polsku z angielskim tłumaczeniem lub odwrotnie (ok. 30min). Czasem zamiast wykładu może być krótki film (10-15min) o jakimś aspekcie buddyzmu.

- dyskusja na temat wykładu w dwóch grupach - polsko- i angielsko-języcznej (ok. 40min)

- zakończenie o 21.00

(prowadzenie: Sassirika, Nityabandhu, Santaka)

 

Wizje

Czy buddysta może mieć wizję Matki Boskiej? Czy wizje to jedynie halucynacje pojawiające się, kiedy rozluźnimy racjonalną kontrolę? Na te i kilka innych pytań odpowiada Sangharakszita we fragmencie wywiadu przeprowadzonego w 1984 roku przez Karen Armstrong, znaną autorkę wielu książek z dziedziny religioznawstwa i historii religii.

Sangharakszita mówi także o swojej wizji Buddy Amitaby (czerwonego Buddy) trzymającego kwiat lotosu. Ta wizja, którą Sangharakszita miał w latach 50-tych mieszkając w jaskini w Indiach, dała początek nowej ikonografii buddyjskiej. Zdjęcie obok przedstawia odlew Buddy Amitaby, wykonany przez Czintamianiego, artystę z Anglii wg opisu Sangharakszity.

 

Cztery Szlachetne Prawdy Buddy dla dzieci (i nie tylko)

Cztery Szlachetne Prawdy Buddy dla dzieci. I dorosłych też - bo jak już zauważył patriarcha Zen, Bodhidharma, choć niektóre nauki Buddy są tak proste, że trzylatek je zrozumie, to nawet starcowi trudno je wcielić w życie.

Cztery Szlachetne Prawdy_Buddy from Sangha Loka on Vimeo.

 

Jak stać się bardziej uważnym?

Jeśli chcemy stać się uważni, powinniśmy zacząć się cieszyć uważnością dla niej samej. Mało ciekawe codzienne czynności jak jedzenie, chodzenie i spanie mogą być dla nas źródłem głębokiej satsysfakcji. Kiedy zaczniemy zwracać uwagę na to, jak przedmioty wokół nas wyglądają, brzmią i jakie są w dotyku, to zaczną one nam dostarczać więcej radości – to tylko tyle (ale i aż tyle). Jeśli poświęcimy wystarczająco uwagi estetycznej stronie naszego życia codziennego, to najprostsze czynności pochłoną nas całkowicie i sprawią nam radość. (Cytat z książki Sangharakszity pt ,,Przewodnik po Satipattana Sutta”.)

Jak rozwijać uważność – kilka pierwszych z brzegu sposobów.

Są skuteczne, ale jest jedno ale - nie wystarczy przeczytać, trzeba też się w nich ćwiczyć:

  • Kiedy masz taką możliwość, staraj się robić jedną rzecz na raz i poświęć jej całą swoją uwagę.
  • Zanim odruchowo sięgniesz po komórkę (albo włączysz komputer i zalogujesz na facebook’a), zatrzymaj się na czas trzech oddechów i zwróć uwagę, co czujesz. Co pobudziło cię, żeby się zalogować?
  • Słuchaj uważnie drugiej osoby, kiedy z nią rozmawiasz (czy nadal słuchasz, kiedy sam/a chcesz coś powiedzieć?).
  • Zwracaj uwagę na swoje ciało w różnych sytuacjach – czy jesteś rozluźniony/a , czy też utrzymujesz napięcie w jakiejś części ciała?
  • Jeśli medytujesz, to załóż i prowadź dziennik medytacyjny (poświęć mu kilka minut po każdej medytacji).

Dodaj swoje:

·    ………………………..
·    ………………………..

Więcej o uważności w starszym wpisie na naszym blogu oraz tutaj, a tu o praktyce uważności oddychania Wprowadzenie do tej medytacji i do medytacji metta bhawana, rozwijającej silne, pozytywne emocje co środę o 19.00 w Sanghaloce.

 

Dlaczego jestem buddystą?

Jest to fragment jednego z wielu wykładów naszego nauczyciela Sangharakszity wygłoszonych w Indiach do tzw. Niedotykalnych czyli ludzi uprzednio wykluczonych z systemu kast i społeczeństwa. Stąd poniższy fragment brzmi nieco inaczej niż mowa, która byłaby zaadresowana do ludzi na Zachodzie. Na zdjęciu Sangharakszita w czasie wykładu w 1951 roku.

„Niektórzy ludzie mówią, że buddyzm jest wyłącznie wschodnią religią. Mówią tak niektórzy chrześcijanie na Zachodzie. Mówią, że ponieważ buddyzm jest wschodnią religią, to człowiek na Zachodzie nie może go zrozumieć ani praktykować. Ci, którzy tak mówią, zapominają, że samo chrześcijaństwo przyszło do nas ze Wschodu.

Ale naprawdę buddyzm nie jest wschodnią religią. Jest uniwersalną religią. Mimo iż zaczął się w Indiach, rozszerzył się na cały świat. Buddyzm może zrozumieć i praktykować każdy człowiek na świecie, ponieważ buddyzm zwraca się do indywidualnego człowieka, niezależnie od  rasy, narodowości, kasty, płci czy wieku. Buddyzm jest więc religią dla każdego człowieka.

To jeden z powodów, dla których jestem buddystą. Wierzę, żę w gruncie rzeczy ludzkość jest jednością. Wierzę, że każdy człowiek móże się porozumieć z innym człowiekiem, że mogą się traktować serdecznie, stać się przyjaciółmi. Wierzę w to szczerze i głęboko. Ta wiara jest częścią mego doświadczenia. Jest częścią mego życia. Jest częścią mnie. Nie mogę żyć bez tej wiary i wolałbym umrzeć niż ją stracić.

Dla mnie, żyć to znaczy praktykować tę wiarę. Dlatego ta wiara jest częścią mej religii. Nie ma to nic wspólnego z tym, jak się ubieram, nic wspólnego z tym, jak się nazywam. Chodzi o to, kim jestem, jak żyję, jak funkcjonuję w świecie.

I tym naprawdę jest religia. To jest to, w co szczerze i głęboko wierzysz. To jest to, za co jesteś gotów umrzeć. To jest twoje życie. To jest to, co czyni cię tym, kim jesteś. To jest to, co sprawia, że zachowujesz się tak, jak się zachowujesz. Religia jest więc bardzo ważną rzeczą. W istocie jest najważniejszą rzeczą.”

 

Nauczyciele buddyzmu - cz. 9

Sangharakszita

Sangharakszita to założyciel naszej tradycji buddyzmu - Wspólnoty Buddyjskiej Triratna (uprzednio Przyjaciele Zachodniej Wspolnoty Buddyjskiej). Poniżej pierwszy biograficzny fragment z cyklu o jego życiu, kolejne będziemy zamieszczać co jakiś czas na tym blogu. Więcej informacji o życiu Sangharakszity tutaj po polsku lub na jego stronie www po angielsku. Oba zdjęcia w tym wpisie pochodzą z lat 2003-05.

„W londyńskiej księgarni Johna Watkinsa, do której później regularnie zaglądałem, kupiłem dwie książki, które wywarły na mnie najsilniejsze wrażenie. Były to Sutra Diamentowa [...] oraz Sutra Huinenga (Wei Langa). Tak, jak po przeczytaniu książki „Izis odsłonięta”, wiedziałem, że nie jestem chrześcijaninem, tak po przeczytaniu Sutry Diamentowej zdałem sobie sprawę, że jestem buddystą. [...] Od razu radośnie i bez żadnego wahania przyjąłem i zaaprobowałem nauki tej sutry. Dla mnie Sutra Diamentowa nie była niczym nowym. Znałem ją, wierzyłem w nią i doświadczyłem jej prawdy bardzo dawno temu i Sutra niejako przebudziła mnie i przypomniała mi o istnieniu czegoś, o czymś zapomniałem. Kiedy już zdałem sobie sprawę, że jestem buddystą, wydało mi się, że byłem buddystą od zawsze, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie i jakbym nigdy nie był niczym innym.”

„Przeczytawszy Sutrę Huinenga w oryginalnym szanghajskim wydaniu, doświadczyłem czegoś podobnego i mimo iż miało miejsce na nieco niższym poziomie, to powtarzało się za to z o wiele większą częstotliwością. Kiedy tylko czytałem ten tekst, wpadałem w coś w rodzaju ekstazy. [...]”

„Uświadomiłem sobie, że jestem buddystą, późnym latem lub wczesną jesienią 1942 roku. W mniej więcej tym samym czasie po raz pierwszy zaczęły mi się przydarzać doświadczenia, które zwykle nazywa się parapsychicznymi. Nie pamiętam, czy zaczęły się one przed czy po przeczytaniu Sutry Diamentowej. To ostatnie jest bardziej prawdopodobne, jako że doświadczenia duchowe po dłuższym lub krótszym odstępie czasu odbijają się niejako echem na niższych płaszczyznach intelektu, emocji, parapsychicznych czy wręcz cielesnych. Wszystkie te przeżycia, a razem było ich może siedem lub osiem, wydarzyły się w biurze w County Hall w Londynie [Ratuszu, gdzie w tym czasie pracowałem] i zwykle kiedy byłem sam. Bez uprzedzenia jakiś cykl przyszłych wydarzeń przetaczał się nagle przed moimi oczami, jak w kinie. Tych wydarzeń nie widziałem zwykłym wzrokiem, lecz tym, co tradycja buddyjska nazywa „boskim okiem”. Ukazywały mi się one tak jasno, żywo i wyraźnie, jak wszystko inne, co normalnie widziałem oczami. Zawsze było to przewidywanie zdarzeń, które następowały w moim najbliższym otoczeniu między pół godziny a godzinę później. Stąd wiedziałem zawczasu, kto przyjdzie do mojego biura, jak ta osoba stanie i co powie. Każde zdarzenie, które przewidziałem, bez wyjątku następowało. Później w Indiach i gdzie indziej spotkałem wielu ludzi, w tym Europejczyków, którym bardzo zależało na rozwijaniu zdolności i mocy parapsychicznych. Chociaż takie zdolności może rozwinąć każdy, kto jest gotów się poddać odpowiedniemu treningowi i dyscyplinie, to tradycja buddyjska jednogłośnie twierdzi, że lepiej jest skierować całą swoją energię na osiągnięcie Oświecenia, a zdolności parapsychiczne zostawić samym sobie, a one pojawią się lub nie.”

Fragment autobiografii Sangharakszity pt „The Rainbow Road” (Tęczowa droga), s. 70-71. Wersja pdf online dostępna tutaj po angielsku

 

Nauczyciele buddyzmu - cz. 8

Nauczyciele Sangharakszity - Dilgo Khyentse Rimpoche (1910-1991)

(Dilgo Czientse Rinpocze)

Dilgo Khyentse Rimpoche urodził się w 1910 roku jako czwarty syn w rodzinie Dilgo, która wywodzi się w prostej linii od Króla Trisonga Detsena. Jeszcze zanim Rimpoche się urodził, wielki lama Mipham Rimpoche przejawiał spore zainteresowanie przyszłym czwartym dzieckiem tej rodziny i zaraz po jego urodzeniu pobłogosławił chłopca odprawiając w jego intencji ceremonię inicjację Manjusri i podejmując się opieki nad nim we wszystkich jego przyszłych wcieleniach. ,,Czuję, że to błogosławieństwo było najważniejszym wydarzeniem w całym moim życiu’’, Dilgo Khyentse Rimpoche napisał później w swojej biografii.

Rimpocze podczas wizyty Sangharakszity pod koniec lat 60-tych

Rimpocze podczas wizyty Sangharakszity pod koniec lat 60-tych

Sangharakszita po raz pierwszy spotkał Dilgo Khyentse Rimpoche w Kalimpongu w 1959 roku. Rimpoche musiał  w całkowitym zaskoczeniu i bez przygotowania uciekać z Tybetu i dopiero co dostał się na emigrację do Indii. Lama, który uprzednio był bogatym arystokratą, żył teraz w biedzie. Ale wydawał się tym w ogóle nie przejmować, ani nie hamowało to w nim odruchów wrodzonej szczodrości. Sangharakszita pisze, że kiedy opuszczał Kalimpong, by powrócić na Zachód [do Anglii, w 1964 roku], poszedł się zobaczyć z Dilgo Khyentse i jego żoną, a oni dali mu w pożegnalnym prezencie nóż. ,,Ten nóż to był w tej chwili jedyny przedmiot w ich domu, który mogli oddać.’’

Jednym z najwybitniejszych lamów w rodzinie Dilgo był Jamyang Khyentse Wangpo, który umarł w 1892 roku. Kiedy Dilgo Khyentse miał rok, odwiedził go Loter Wangpo, jeden z głównych uczniów Jamyanga Khyentse Wangpo z tradycji Sakya. Z miejsca rozpoznał czwarte dziecko rodziny jako emanację swego nauczyciela. Pomimo to Mipham Rimpoche doradził, aby nie upubliczniać tego odkrycia, bo ,,mogłoby to spowodować trudności’’. Później jeszcze wielu lamów rozpoznało nieprzeciętne cechy chłopca, ale jego ojciec nie był tym zachwycony: ,,Lamowie nie pozwolą mi zatrzymać mojego syna. Ale ja mu nie pozwolę zostać lamą. Mamy dużą posiadłość i ziemię, której ktoś musi przypilnować. Chcę, żeby został w stanie świeckim i zajął się tym.’’

Kiedy chłopiec miał cztery lata, miał wypadek, mocno się poparzył i wskutek tego poważnie zachorował. Jego ojciec spytał: ,,Jakie obrzędy sprawią, żebyś wyzdrowiał? Jeśli jest coś, co może uratować twoje życie, to musimy to zrobić!’’ Chłopak bardzo pragnął zostać mnichem, więc odparł: ,,Pomogłoby mi, gdybym mógł nosić mnisie szaty’’. Ojciec zgodził się i dziecko powróciło do zdrowia. Przez kolejne dwa lata przechodził trening jako mnich z wieloma uznanymi nauczycielami w tradycji Nyingma i kiedy miał dwanaście lat Shechen Gyaltsap Rimpoche oficjalnie rozpoznał go jako emanację umysłu Jamyanga Khyentse Wangpo.

(aby czytać dalej kliknij na link linijkę niżej)

Read the rest of this entry »

 

Nauczyciele buddyzmu - cz. 7

Nauczyciele Sangharakszity - Dżamjang Khyentse Rimpocze (ok. 1893-1959)

(Jamyang Khyentse Chökyi Lodro / Dziamjang Khjentse Czoki Lodro)

Fragment wspomnień Sangharakszity ze spotkania z tym wybitnym lamą:

Przy pierwszym spotkaniu z Dżamjangiem Khjentse Rimpocze odniosłem wrażenie, że mam do czynienia z prawdziwym mnichem. Z ogolonymi na krótko białymi włosami, z wydłużonymi dolnymi płatkami uszu oraz twarzą pociętą głębokimi bruzdami naprawdę wyglądał bardziej jak mahathera czyli członek starszyzny mnichów rodem z Birmy niż reinkarnowany lama tybetański. Kiedy wszedłem do jego pokoju wraz z Sonamem Topgajem, podniósł oczy sponad książki i kiedy zostałem mu przedstawiony, spytał: „Czy wiesz coś o tańcu?”. Musiałem niestety przyznać, że nie mam o tym zielonego pojęcia. Lekko zawiedziony, wyjaśnił Sonamowi, a Sonam przekazał mi, że studiując ostatnio Tendziur czyli obszerną pozakanoniczną kolekcję tekstów buddyzmu tybetańskiego przeczytał sporo na ten temat. Dwanaście ksiąg Tendziuru - wszystkie przetłumaczone z Sanskrytu - było poświęconych tańcowi i stanowiły one podstawę choreografii tzw. tańców tybetańskich lamów i właśnie stąd zainteresowanie Rimpocze tymi tekstami. Rimpocze był nie tylko zaawansowanym joginem, ale posiadał także wszechstronną wiedzę o wszystkim, co tybetańskie, a oprócz tego był gotów pogłębić swą wiedzę wypytując nawet swego przelotnego gościa z Zachodu.

Kiedy następnym razem spotkałem się z Kaczu Rimpocze powiedziałem mu o swoim spotkaniu z Dżamjangiem Khjentse Rimpocze. Był zachwycony, ponieważ darzył słynnego starego lamę ogromnym szacunkiem i uważał go za swego nauczyciela. Ale powiedział mi bez ogródek, że z tak wielkim guru jakim jest Dżamjang Khjentse Rimpocze, nie wystarczy się spotkać. Powinienem go poprosić o wangkur (inicjację tantryczną), a jako że Rimpocze, jak już samo jego imię wskazywało był uważany za manifestację Dżamjanga czyli Mandźiughoszy, bodhisattwy Mądrości, to powinienem poprosić właśnie o inicjację do tej praktyki. Kaczu Rimpocze powiedział to z takim przekonaniem i najwyraźniej kierowany pragnieniem, bym poczynił postępy w praktyce duchowej, iż nie pozostało mi nic innego jak posłuchać jego rady. Nie chciałem jednak iść śladem niektórych praktykujących buddyzm tybetański i kolekcjonować inicjacji w podobny sposób jak chłopcy w Anglii zbierali znaczki pocztowe (co rzadsze okazy były wysoko cenione wśród obu tych grup kolekcjonerów). Wangkur dawał dostęp do praktyki konkretnej sadhany (wizualizacji Buddy lub bodhisattwy) i musiałem mieć pewność, że chcę podjąć kolejną taką praktykę oprócz tej, którą już otrzymałem od Chattrula Rimpocze. W końcu uznałem, że naprawdę tego chcę i postanowiłem bezzwłocznie skontaktować się z Dżamjangiem Khjentse Rimpocze.

(aby czytać dalej kliknij na link linijkę niżej)

Read the rest of this entry »

 

Dharma jak ocean

Właśnie tak, bracia, jak potężny ocean pogłębia się stopniowo, jego stok opada coraz niżej, nie pogrążając się w nagłą przepaść - tak samo, bracia, ćwiczenie się w mojej nauce (dharmie) jest stopniowe, postęp jest stopniowy, następuje krok za krokiem, nie ma tutaj nagłego zanurzenia się aż do osiągnięcia Wglądu.

(Budda, fragment tekstu ze zbioru pt Udana, V, 5)

 

Nauczyciele buddyzmu - cz. 6

Nauczyciele Sangharakszity - Dudjom Rinpocze (1904-1987)

Dudjom Rinpocze (lub Rimpocze) to jeden z najwybitniejszych nauczycieli buddyjskich XX wieku należący do tradycji buddyzmu tybetańskiego Nyingma. Po zajęciu Tybetu przez Chińczyków w latach 1950-tych Rimpocze przeniósł się początkowo do miasteczka Kalimpong w Indiach - gdzie miał zaszczyt go spotkać nasz nauczyciel Sangharakszita - a następnie do Francji, gdzie umarł w 1987. Jako swojego następcę Rimpocze powołał Chattrala Sanghje Dordże.

Wybór tekstów Rimpocze oraz jego biografia (na końcu strony) na stronie Biblioteka Buddyjska. Więcej informacji po angielsku na wikipedii oraz film z lat 1960-tych. A oto wspomnienia Sangharakszity z okresu kontaktów z Rimpocze:

Pierwszy raz zobaczyłem Dudjoma Rimpocze w Rinkingpong. Postanowił wznieść trzypiętrową świątynię tradycji Nyingma w tym miejscu, niedaleko istniejącej niewielkiej gompy Kagju i zostałem zaproszony na ceremonię mającą uczcić rozpoczęcie prac nad tym właśnie projektem. W trakcie ceremonii w miejscu przyszłej świątyni miał zostać zakopany w ziemi ceramiczny garnek zawierający poświęcone przedmioty i to właśnie sam Dudjom Rimpocze miał poprowadzić te ceremonię. Musiały na nią przyjść setki ludzi, ale ja pamiętam tylko stosunkowo niewielką postać Rimpocze ubranego w ciemnoniebieskie bokku [...], stojącego w silnym słońcu bez nakrycia głowy na skraju dołu, w którym został zakopany garnek. Stał w całkowitym bezruchu i odniosłem nieodparte wrażenie, że to nie był jedynie bezruch jego ciała. Także jego umysł był w całkowitym bezruchu, tak jakby przeróżne wiatry, które zwykle mącą powierzchnię naszej świadomości, w jego przypadku przestały wiać i jakby osiągnął on stan wewnętrznego i zewnętrznego spokoju w najgłębszym znaczeniu tego słowa.

Choć dobrze pamiętam, gdzie po raz pierwszy zobaczyłem Dudjoma Rimpocze, to nie przypominam sobie, kiedy to się wydarzyło. Prawdopodobnie było to pod koniec 1958 roku. Ale nawet wcześniej słyszałem już sporo o Rimpocze, który zamieszkiwał w iście królewskim stylu w dużym domu w dzielnicy Kalimpongu zwanej Development Area i rzadko pokazywał się publicznie. Co więcej, otaczała go atmosfera tajemniczości, a w głosie tych, którzy wymawiali jego imię pobrzmiewał głeboki respekt. Mimo iż nie był oficjalnie głową szkoły [tybetańskiego buddyzmu] Nyingma, to powszechnie uważano go za jej największego żyjącego mistrza. Rimpocze miał wielu uczniów, a niektórzy spośród nich sami byli uważani za znakomitych guru. Jednym z jego uczniów był mój przyjaciel Sonam Topgaj Kazi, którego związki z Rimpocze miały także bardziej światowy wymiar, jako że był żonaty z jego przybraną córką. To chyba właśnie Sonam Topgaj opowiedział mi, że zanim robotnicy zaczęli kopać dół pod fundamenty nowej świątyni, Dudjom Rimpocze uroczyści poprosił wszyskie mrówki i robaki, żeby sobie poszły, bo inaczej mogą zostać zabite lub poranione. Mój przyjaciel dodał, że trudno w to uwierzyć, ale robotnicy donieśli mu później, że kopiąc nie natknęli się nawet na jedną mrówkę ani robaka, chociaż normalnie byłoby ich setki.

(aby czytać dalej kliknij na link linijkę niżej)

Read the rest of this entry »

 

Nauczyciele buddyjscy - cz.5

Nauczyciele Sangharakszity - Jogin Czen (1906-1987)

Kontunuujemy serię wpisów przybliżających 8 głównych nauczycieli Sangharakszity, dzięki przykładowi i doświadczeniu oraz inspiracji których powstała nasza wspólnota buddyjska. Więcej o pozostałych nauczycielach tutaj.

Na początku swojej autobiografii Jogin Czen (znany też jako „pan Czen”/„Mr Chen” lub „Yogi Chen”) pisze, że „Autobiografia zakłada istnienia „ja”, ale w rzeczywistości tego „ja” nie da się odnaleźć. Po co więc mamy się nim zajmować? Możemy co najwyżej mówić o jakiejś strumieniu świadomości przepływającym w czasie, który to strumień co rusz na nowo identyfikujemy jako tę samą osobę. Mimo iż praktykowałem medytację przez ponad 20 lat, to nie znalazłem „ja”, choć z drugiej strony „pustka” w buddyzmie nie oznacza nicości [...]”

Biografia Jogina Czen jest arcyciekawa i jeśli znasz angielski to możesz ją w całości przeczytać tutaj. Poniżej zamieszczamy więc tylko kilka informacji i anektod o nim. Podobno po urodzeniu jego matka zauważyła na jego czole pomiędzy oczami niewielkie wgłębienie, które w chińskiej astrologii normalnie stanowią zły omen, ale wróżą dobrze bodhisattwie (zaawansowanemu praktykującemu buddyzm). Pan Czen urodził się w w Chinach, miał 3 siostry i 4 braci, pozostałe rodzeństwo zmarło zanim się urodził. Rodzina klepała straszną biedę, więc Czen wiedział, że musi się wyróżnić w szkole i zająć najlepsze miejsce na konkursach wiedzy, żeby dostać dobrą rządową pracę. Ponieważ musiał uczyć się w nocy, a jedyne miejsce w internacie gdzie miał do tego wystarczająco światła, było w latrynie, spędzał tam większość nocy. Jednym słowem jego dzieciństwo i młodość nie należały do najłatwiejszych.

Pan Czen studiował buddyzm u 37 różnych nauczycieli ze wszystkich tradycji buddyzmu. W tym celu jeździł min do Tybetu i do odległych częsci Chin. Ponieważ w tym czasie ciążył na nim obowiązek utrzymywania rodziny, nie mógł spędzić tam zbyt wiele czasu, jako że pracował jako nauczyciel w chińskiej szkole. Podobno za każdym razem kiedy musiał opuścić swoich nauczycieli albo miejsce samotnego odosobnienia, nie mógł przestać płakać.

W 1947 po tym jak sponsor zapewnił utrzymanie jego rodzinie i jemu samemu, osiedlił się w Kalimpongu w Indiach. Na początku mieszkał w  parterowym domku, a następnie na drugim piętrze domu przy głównej ulicy miasteczka. Żył w odosobnieniu, nie opuszczając swojej kwater przez 25 lat (zapewne nie licząc przeprowadzki). Spędzał całe dnie w medytacji, poświęcając jedynie pół godziny dziennie na pisanie broszurek o buddyzmie i przyjmowanie rzadkich gości. Nasz nauczyciel Sangharakszita słysząc o nim postanowił któregoś dnia odwiedzić go i tak nawiązała się między nimi najpierw znajomość a z biegiem czasu przyjaźń. Mimo iż Sangharakszita stwierdził, że spośród wszystkich swych nauczycieli, otrzymał najszczegółowsze i najdokładniejsze wyjaśnienia na temat buddyzmu - szczególnie medytacji - właśnie od jogina Czen, to ten zabronił mu tytułować się nauczycielem. Wizyty Sangharakszity u jogina zaoowocowały min powstaniem książki „Meditation Systematic and Practical”, którą Czen podyktował Sangharakszicie i mieszkającemu u niego w tym czasie mnichowi Khantipalo. Książka jest bardzo obszernym kompendium wiedzy na temat różnych form medytacji buddyjskiej i można znaleźć jej dużą część na stronie www prowadzonej przez ucznia jogina w USA: http://www.yogichen.org

Już w latach 60-tych w jego drugiej kwaterze w Kalimpongu zdarzało się, że pana Czena nawiedzali zarośnięci hippisi ze Stanów, którzy twierdzili, że po zażyciu LSD usłyszeli wyraźny głos mówiący im, żeby pojechali do Indii i odszukali jogina Czen, o którym nigdy nie słyszeli, w Kalimpong , które też nie było im znane. Być może te kontakty zaoowocowały wyjazdem pana Czena w 1973 roku do Kaliforni, gdzie uczył buddyzmu na uniwersytecie Berkeley i kontunuował swą praktykę medytacyjną oraz pracę pisarską. Efektem tej ostatniej było kilkadziesiąt tzw. broszurkek Czena (Chenian booklets), które jogin - a po jego śmierci jego uczniowie - starym zwyczajem przesyłali za darmo wszystkim zainteresowanym. Niektóre broszurki są dostępne po polsku: http://www.yogichen.org/gurulin/elist/plist.html Istnieje też polska strona uczniów Jogina: http://www.mahajana.info/ , na których zaproszenie w tym roku przyjedzie do Polski jego główny uczeń Dr. Yutang Lin.

(aby czytać dalej kliknij na link linijkę niżej)

Read the rest of this entry »

 

Parinirwana

Za datę śmierci Buddy zwykle przyjmuje się pełnię księżyca w lutym. Jest to jedno z największych świąt buddyjskich - Parinirwana (zobacz tutaj, jakie są inne święta buddyjskie). Jeśli kiedyś zobaczysz leżącego Buddę to właśnie jego przedstawienie z czasu na krótko przed śmiercią leżącego na prawym boku i wspartego na łokciu właśnie w tzw. pozycji parinirwany.

Może się wydać dziwnym, iż buddyści obchodzą rocznicę śmierci Buddy. (Umarł on w wieku 80 lat, nauczając przez około czterdzieści lat po osiągnięciu Oświecenia). Buddyzm naucza jednak o nietrwałości wszystkich rzeczy, stąd utratę nawet bliskich czy niezastąpionych osób powinno się zaakceptować, a nie pogrążać w niekończącej się żałobie i bólu. Framenty „Sutty o Parinibbanie” opowiadającej historię - wzruszających swą godnością - ostatnich dni Buddy, odczytywane są w Dzień Parnirwany.

To święto przypomina nam samym o przyszłej nieuniknionej śmierci, a także śmierci znanych nam, niedawno zmarłych ludzi. Dla nich przeprowadza się specjalne medytacje oraz śpiewa mantrę Wadżrasattwy mające im udzielić pomocy, gdziekolwiek, by się nie znajdowali.

Co ciekawe, w 2002 roku buddyści ze Wspólnoty Triratna z Londonu wystawili operę o śmierci Buddy opartą na Sutrze Parinirwany. Tutaj link do filmu pokazującego przygotowania do opery oraz jej fragmenty (te ostatnie od 9min20sek filmu). I podobny film ale dłuższy tutaj.

Poniżej fragment rozdziału Śmierć Buddy z książki „Kim jest Budda?” autorstwa Sangharakszity (książka ukazała się w Wydawnictwie A ale nakład chwilowo wyczerpany).

„Budda nie był zwykłym człowiekiem, więc i jego ‘śmierć’ nie była zwykłą śmiercią. Nawet, gdy jeszcze żył, jego najbliższych uczniów czasem niepokoiło pytanie o jego naturę. Kim jest Budda? Czym jest Budda? Co stanie się z Buddą po śmierci? Nie wiadomo dlaczego, ale najwyraźniej za jego życia to ostatnie pytanie bardzo interesowało wielu jego uczniów i słuchaczy. W istocie to pytanie intrygowało tak wielu ludzi, że nawet powstał utraty sposób zadawania go. Ludzie przychodzili do Buddy i mówili: ‘Panie, czy po śmierci Tathagata (to znaczy Budda) istnieje, czy nie istnieje, a może i istnieje i nie istnieje albo ani istnieje, ani nie istnieje?’ Budda zawsze udzielał tej samej odpowiedzi: ‘Nie jest rzeczą właściwą mówić, że po śmierci Budda istnieje. Nie jest rzeczą właściwą mówić, że po śmierci Budda nie istnieje. Nie jest rzeczą właściwą mówić, że po śmierci Budda zarówno istnieje (w jednym sensie), jak i nie istnieje (w innym sensie). I nie jest rzeczą właściwą mówić, że po śmierci Budda ani istnieje, ani nie istnieje. Żaden sposób mówienia, żaden sposób opisywania zupełnie nie dotyczy Buddy’.”

(aby czytać dalej kliknij na link linijkę niżej)

Read the rest of this entry »

 

Nauczyciele buddyjscy - cz.4

Nauczyciele Sangharakszity - Kaczu Rimpocze

„Kaczu Rimpocze był tzw. odrodzonym lamą, czyli tulku i prawdopodobnie pochodził z południowego Tybetu. Kiedy go spotkałem, był opatem Gompy Pema-Jangce w Sikkimie, królewskiego klasztoru, który odprawiało wszelkie buddyjskie ceremonie na potrzeby Maharadży [władcy] Sikkimu.”

„Po raz pierwszy usłyszałem o Rimpocze od bardzo ekscentrycznej Francuzki, która została mniszką buddyjską. Nazywaliśmy ją Ani-la. Została wyświęcona na mniszkę przez Dhardo Rimpocze, ale nie była z niego zadowolona, bo (jej zdaniem), nie nauczał jej wystarczająco szybko. Ani-la opowiedziała mi, w jaki sposób doszło do jej spotkania z Kaczu Rimpocze.”

„Wędrowała w dżungli w stanie głębokiego wzburzenia, kiedy nagle dotarła do polany. Na polanie siedział mnich, lama. Jako że nie była zadowolona z Dhardo Rimpocze, pomyślała sobie: „O, nowy guru, wspaniale!”. Ani-la podeszła i ponieważ władała tybetańskim, nawiązałą z nim rozmowę. On wyjaśnił, że jest nowym opatem Gompy Pema-Jangce, że właśnie dotarł tu z Tybetu, żeby objąć opactwo, ale że zgodnie z tybetańskim zwyczajem, ma przekroczyć bramy klasztoru w ustalony pomyślny dzień. Ten dzień jeszcze nie nadszedł więc medytował na polanie w dżungli czekając, aż nadejdzie czas na jego oficjalne przybycie. Zaspokoiwszy ciekawość Ani-la Rimpocze chciał naturalnie zaspokoić także swoją, jako że biała kobieta w stroju mniszki była niewątpliwie ostatnią osobą jakiej oczekiwał w porośniętych lasami górach zachodniego Sikkimu. Ani-la wyjaśniła, że jest getsulma czyli mniszką w nowicjacie. Kto ją wyświęcił na mniszkę? Dhardo Rimpocze, odrodzony lama z tradycji Gelug mieszkający w Kalimpong. Jaką sadhanę czyli praktykę medytacyjną robi? Wizualizację Mandziughoszy (bodhisatwy mądrości „przemawiającego słodkim głosem”). Dotąd pytania Rimpocze nie odbiegały od normy, ale w tym momencie wyraz twarzy lamy zmienił się nagle.”

„Nie”, powiedział surowo, choć nie bez życzliwości, „nie robisz praktyki Mandziughoszy już od sześciu miesięcy.”

„Te słowa speszyły Ani-la. Miał rację. Ze złości na Dhardo Rimpocze przestała robić praktykę, którą jej przekazał w czasie wyświęcenia. Ten lama musiał odczytać to w jej myślach. To znaczy, że to prawdziwy lama, pomyślała Ani-la i zdecydowała się podążać za nim. W wyniku tego spotkania Ani-la przebywała jakiś czas w Gompie Pemajangce pod okiem lamy i otrzymała od niego różne nauki.”

„Niedługo po tym, jak usłyszałem opowieść rozentuzjazmowanej Francuzki o spotkaniu ze swoim nowym guru, Kaczu Rimpocze odwiedził Kalimpong i sam miałem szansę się z nim spotkać. Niestety nic nie pamiętam z tego pierwszego spotkania. Mam jednak żywe wspomnienia z naszego drugiego spotkania, a także jak do niego doszło. W tym czasie znałem się z parą Amerykanów, Simmons i Marcia Roof, którzy spędzali gorącą porę roku w chłodniejszej atmosferze Kalimpongu. Simmons był pastorem kościoła unickiego i przebywał w Indiach na urlopie badawczym. Zbierał materiał na książkę o praktyce duchowej i w związku z tym zależało mu na spotkaniu jak największej liczby osób praktykujących na ścieżce duchowej. Kiedy zrelacjonowałem Simmonsowi opowieść Ani-la dodając, że lama właśnie wybiera się z drugą wizytą do Kalimpongu, on i Marcia gorąco mnie poprosili, żebym ich umówił z Rimpocze. Stąd zaprosiłem Kaczu Rimpocze na lunch i po upływie dnia lub dwóch, moi amerykańscy przyjaciele znaleźli się twarzą w twarz z pierwszym w ich życiu tybetańskim lamą.”

„Kaczu Rimpocze musiał mieć wtedy około czterdziestki. Wesoły, bezpośredni i prostolinijny, zupełnie nie sprawiał wrażenia człowieka władającego jakimikolwiek nadprzyrodzonymi mocami. Nie ulegało jednak wątpliwości, że był bardzo uczony i podczas lunczu jak i po nim Simmons zasypał go różnorakimi pytaniami z moją pomocą jako tłumacza z angielskiego na nepalski i odwrotnie. W miarę pogłębiającej się dyskusji pytania Simmonsa stawały się coraz bardziej zawiłe. Wszystkie odpowiedzi Rimpocze jak i jego dodatkowe wyjaśnienia, były zrozumiałe i na temat, szczególnie kiedy pytania dotyczyły medytacji i było wyraźnie widać, że posiadał ogromne doświadczenie w tym zakresie. Co jakiś czas pytania i odpowiedzi następowały po sobie z taką prędkością, ze nie nadążałem z tłumaczeniem. W końcu, kiedy Simmons zadał skomplikowane filozoficzne pytanie o naturę Nirwany, zauważyłem, że Rimpocze zaczął odpowiadać nie czekając na moje tłumaczenie. Jego odpowiedź nie odnosiła się do słów zawartych w pytaniu, w języku, którego nie rozumiał, lecz do myśli (a może także do uczuć), z których to pytanie wyrosło, a które jak się wydawało, był w stanie pojąć bezpośrednio bez potrzeby słów. Z jakiegoś powodu Simmons nie zwrócił na to uwagi, ale po wyjściu Kaczu Rimpocze i on i Marcia wyrazili głębokie zadowolenie ze spotkania, które przerosło ich wszelkie oczekiwania.”

 

Nauczyciele buddyjscy-cz.3

Nauczyciele Sangharakszity - Chattrul Sanghje Dordże

Czattrul Sanghje Dordże lub Czattrul Rinpocze to jeden z największych lamów tybetańskiej tradycji Nyingma. Co oznacza ,,Czattrul” dowiesz się poniżej; Sanghje to po tybetańsku Budda, a Dordże to wadżra - znany symbol buddyjski. Rinpocze ma w tej chwili blisko 100 lat, mieszka w Nepalu i jest jedynym żyjącym jeszcze nauczycielem Sangharakszity. Podobno twierdzi, że będzie żył do 108 lat. Zdjęcie obok jest dość aktualne, widać na nim, jak zgodnie z tradycją tybetańską jako jogin siedzi na skórze tygrysa.

Zarówno Sangharakszitę - założyciela tradycji Triratna, jak i nasz ośrodek w Krakowie - Sanghaloka, łączą szczególne więzy z tym człowiekiem. Sangharakszita otrzymał swą pierwszą inicjację do medytacji tantrycznej - tzw. praktykę Zielonej Tary właśnie od Czattrula Rinpocze w 1956 roku. Natomiast kiedy otwieraliśmy Sanghalokę we wrześniu 2008 zamurowaliśmy w jej ścianie srebrne pudełko z różnymi przedmiotami. Wśród nich był także prezent, które Rinpocze podarował Sangharakszicie w 2003 roku.

Zdjęcie poniżej pochodzi z lat 1950-tych z czasu, kiedy Sangharakszita miał z nim kontakt. Zobaczmy, co ma do powiedzenia na jego temat:

„Czattrula Sanghje Dordże poznałem dzięki memu przyjacielowi nazwiskiem Sonam Topgaj Kazi, który był wielkim wielbicielem lamy i przyjechał specjalnie z Gangtoku, żeby go zobaczyć i wyrazić mu swój szacunek. Jak mi wyjaśnił Sonam Topgaj - „Czattrul” oznacza „bez interesów, nie mający spraw do załatwienia ” lub „wolny od trosk” i był on zwykle znany jako Czattrul Sanghje Dordże ze względu na swą całkowitą obojętność, jaką darzył zorganizowane życie zakonne oraz pozycję w hierarchii duchownej. Nie było nawet jasne, czy sam był mnichem czy osobą świecką. Włóczył się po różnych miejscach i nikt nie wiedział, gdzie się pojawi następnym razem i jak długo zostanie. Był zaawansowanym joginem; spędził wiele lat we wschodnim Tybecie samotnie medytując; i jeśli dać wiarę powszechnie kursującym opiniom, posiadł różne zdolności parapsychiczne i opanował magię. Sonam Topgaj dodał, iż mimo swej obojętności dla zorganizowanego życia zakonnego i hierarchii duchownej oraz mimo swego często dziwacznego i ekscentrycznego zachowania Czattrul Sanghje Dordże cieszył się wielkim uznaniem wysoko postawionych przedstawicieli tradycji Gelugpa. Pewnego razu, kiedy bawił w Lhasie udzielił paru ezoterycznych inicjacji tantrycznych Regentowi Tybetu. Na zakończenie tych ceremonii trwających kilka dni Regent złożył mu tradycyjne ofiary, które z racji jego pozycji, były wielce drogocenne. Czattrul Sanghje Dordże zmiótł je jednym ruchem ręki na kawałek materiału, zrobił z niego zawiniątko i wręczył je Regentowi ze słowami: „Popilnuj mi tych rzeczy.” Po czym znów wyruszył w drogę.”

(aby czytać dalej kliknij na link linijkę niżej)

Read the rest of this entry »

 

Nauczyciele buddyjscy-cz.2

Nauczyciele Sangharakszity - Dhardo Rimpocze

Dhardo Rimpocze miał ogromny wpływ na Sangharakszitę, a poprzez niego na całą załozoną przezeń Zachodnią Wspólnotę Buddyjską/Wspólnotę Triratna. Sangharakszita, którzy zaprzyjaźnił się z Rimpocze podczas swojego pobytu w Kalimpong w Indiach w latach 50-tych i 60-tych XX wieku, był przeświadczony, że był on autentycznym bodhisattwą (człowiekiem całkowicie poświęconym innym ludziom). Rimpocze (lub rinpocze) to honorowy tytuł tybetańskich lamów, słowo oznaczające dosłownie ,,drogocenny”. Dhardo to przydomek pochodzący od miejsca urodzenia Rimpocze - Dhartsendo we wschodnim Tybecie.

Oto fragment wspomnień Sangharakszity z początkowego okresu znajomości z Dhardo Rimpocze:

,,Po koniec XIII wieku buddyzm jako zorganizowana religia niemal całkowicie wymarł w Indiach. [...] Przez kolejne 600 lat sytuacja niewiele się zmieniła, także kiedy Indie odzyskały niepodległość w 1947 roku społeczności buddyjskie zachowały się jedynie w rejonach przygranicznych, głównie na północy (Ladakh i Himaczal Pradesz) oraz na północnym-wschodzie (Sikkim, Assam etc). W 1956 roku w ramach obchodzonej w Indiach rocznicy Buddha Dżajanti [czyli rocznicy Oświecenia Buddy, a także jego urodzin oraz śmierci - parinirwany] rząd Indii zaprosił około pięćdziesięciu przedstawicieli tych społeczności na przejazd po świętych miejscach buddyzmu, a także na czterodniową wizytę w Delhi. Wśród tych „znamienitych przedstawicieli buddyzmu z okręgów przygranicznych”, jak oficjalnie nazwano zaproszonych, były dwie osoby z Kalimpongu - Dhardo Rimpocze i ja. Widocznie przebywaliśmy już obaj w tym miasteczku wystarczająco długo i odegraliśmy na tyle ważną rolę w działalności buddyjskiej Kalimpongu, że uznano nas de facto jako przedstawicieli niezmiernie różnorodnej i wymieszanej lokalnej ludności buddyjskiej.”

,,Podczas tej wycieczki coś na kształt przyjaźni zaczęło się rozwijać pomiędzy Dhardo Rimpocze a mną i poznaliśmy się lepiej. W Kalimpongu nie sprzyjały temu okoliczności, ponieważ spotykaliśmy się w dużych odstępach czasu i zazwyczaj podczas jakiejś oficjalnej okazji. Ponadto obaj byliśmy nieco powściągliwi w swoim zachowaniu, czy to z natury, czy też - w przypadku Dhardo Rimpocze - ze względu na edukację, którą przeszedł jako mnich tradycji Gelugpa, czy też ze względu na moje angielskie wychowanie. Mimo to, żywiliśmy dla siebie nawzajem zdecydowanie serdeczne uczucia, a oprócz tego niezwykłe cechy charakteru Rimpocze budziły we mnie podziw. Ten podziw w naturalny sposób narastał podczas tej podróży, tak w Delhi jak i później, bo fakt, że byliśmy cały czas razem sprawił, że poznałem go dużo lepiej niż do tej pory, tak jak i on niewątpliwie poznał mnie lepiej. Mimo, iż odznaczał się wieloma pozytywnymi cechami charakteru, to dwie wywarły na mnie największe wrażenie: jego życzliwość i szczodrość w każdej sytuacji oraz niezawodna uważność. Ta ostatnia przejawiała się zarówno w fakcie, że Rimpocze nie przydarzało się nawet chwilowe roztargnienie czy odwrócenie uwagi lecz była również dostrzegalna w jego niemalże nieziemskiej zdolności przewidywania zdarzeń. Wiele lat później zwykłem mówić, że nikomu nigdy nie udało się zaskoczyć Dhardo Rimpocze. Podczas naszej podróży jedno wydarzenie szczególnie dobrze ilustrowało tę cechę jego charakteru. Urzędnicy rządowi opiekujący się naszą grupą i organizujący transport dla nas uprzedzali nas codziennie rano, w jakie miejsca pojedziemy danego dnia. Pewnego ranka powiedzieli nam, że rano obejrzymy zaporę wodną, potem wrócimy na lunch do pociągu, którym podróżowaliśmy, a popołudniu zwiedzimy jedno ze uświęconych miejsc buddyzmu. Niestety coś im się pomyliło i godzinę po opuszczeniu naszego pociągu znaleźliśmy się nie, jak oczekiwaliśmy, przy zaporze wodnej, lecz w świętym miejscu. W gruncie rzeczy nie miało to wielkiego znaczenia, tyle że oczekując wizyty w tym miejscu dopiero popołudniu nikt z nas nie zabrał ze sobą świeczek ani kadzidełek. To znaczy nikt oprócz Dhardo Rimpocze. Podczas gdy wszyscy narzekaliśmy, że nie będziemy w stanie złożyć odpowiednich darów, on zaczął wydobywać paczki świeczek oraz wiązki kadzidełek spod swojej obszernej szaty i z uśmiechem je nam rozdawać. Co jeszcze dziwniejsze, świeczek i kadzideł wystarczyło dla wszystkich.”

(fragment z książki ,,In the Sign of the Golden Wheel”, Sangharakshita, Windhorse Publications, Anglia. Ta i inne książki dostępne za darmo online po angielsku w formacie pdf na stronie: http://sangharakshita.org/online_books.html )

Więcej informacji o Dhardo Rimpocze na wikipedii

Inni nauczyciele: http://www.buddyzm.info.pl/?page_id=979

 

Sutra Diamentowa

Jak gwiazdy,
przywidzenie,
jak płonącą świecę,

Sztuczkę kuglarza,
krople rosy,
jak mydlaną bańkę .

Jak sen,
na niebie błysk
lub obłok.

Tak powinniśmy widzieć świat i uwarunkowane.

***

Ten krótki tekst u góry to fragment Sutry Diamentowej (Sanskryt: Vajracchedika Sutra) - tekstu buddyjskiego z tzw. tradycji Mahajany (tłum. Nityabandhu).

Pełne tłumaczenie Sutry Diamentowej autorstwa Marka Mejora tutaj

Więcej o Sutrze Diamentowej i Sutrach Doskonałej Mądrości tradycji Mahajany na wikipedii

 

Kurs buddyzmu

Kurs buddyzmu: „Tybetańskie Koło Życia i spiralna Ścieżka ku Oświeceniu”

12 tygodni w każdy wtorek od 19 do 21: od 19 stycznia do 6 kwietnia 2010 (możliwość dołączenia w trakcie kursu po uzgodnieniu z prowadzącymi: kontakt@buddyzm.info.pl ). W ośrodku Wspólnoty Buddyjskiej Triratna na Kazimierzu, Augustiańska 4, parter, napis Sanghaloka.

Koło Życia to bogaty w znaczenia symbol przedstawiający życie (i życia) człowieka. Wg Buddy i buddyzmu, człowiek który nie czyni wysiłku, by się rozwijać, obraca się w kółko - z sekundy na sekundę, ale i z życia na życie.

Ponieważ mamy jednak samoświadomość, to mamy też wybór. Zamiast obracać się beznadziejnie i niezmiennie na Kole, możemy się od niego uwolnić i zacząć podążać ścieżką rozwoju świadomości zwaną też ścieżką spiralną do Oświecenia. Spirala symbolizuje tutaj fakt, że poprzez wspieranie jasnego i pozytywnego umysłu, jesteśmy w stanie wyjść poza swoje ograniczenia. Ten proces nie ma końca, ale najdalszy punkt na horyzoncie, jaki jesteśmy w stanie dostrzec, to Oświecenie.

Fragment tekstu, którym będziemy się posługiwać podczas kursu.

 

Nauczyciele buddyjscy - cz. 1

Nauczyciele Sangharakszity - Dżagdisz Kaszjap (Bhikkhu Jagdish Kashyap / Kashyap-ji)

Sangharakszita, który założył naszą wspólnotę w 1967 roku, uczył się i otrzymał buddyjski przekaz od 8 nauczycieli z kilku różnych nurtów buddyzmu (min. Terawada, buddyzm tybetański Gelugpa i Nyingmapa, buddyzm chiński Czan etc). Zaczynając dzisiaj mniej więcej w co drugi czwartek wieczór w Sanghaloce będziemy przedstawiać jednego z z tych nauczycieli. Pod koniec wieczoru będziemy też zawieszać na antresoli kolejno portrety każdego z nich, więc za kilka miesięcy powinna powstać niewielka galeria zdjęć tych wspaniałych ludzi.

W porządku chronologicznym pierwszym, którego Sangharakszita spotkał ok. 1950 na początku swego pobytu w Indiach, był Bhikkhu Dżagdisz Kaszjap, mnich tradycji Terawady. Oto jak Sangharakszita opisuje czas spędzony z Kaszjapdżi pod koniec lat 40-tych ubiegłego wieku: Bhikkhu Jagdish Kashyap Kashyapji Theravada

„Wspólnie zaczynaliśmy dzień o świcie. Po śniadaniu składającym się z herbaty i tostu (nasączonego ghee [indyjskim masłem] i posypanego cukrem) studiowałem język palijski, abhidhammę oraz logikę z Bhikkhu Kaszjapem, po czym wracałem do swojego pokoju i odrabiałem ćwiczenia, które mi zadał. W ten sposób spędzałem czas do południa, kiedy to nadchodziła pora na lunch - zwykle ryż i curry. Bhikkhu Kaszjap postępując zgodnie z indyjskiem odpowiednikiem angielskiego przysłowia „An apple a day keeps the doctor away” [Kto je co dzień jabłko, nie potrzebuje lekarza] zawsze wieńczył posiłek żując kilka ząbków świeżego czosnku. O zmroku Bhikkhu Kaszjap brał w dłoń swą laskę i szliśmy na spacer. Na pierwszym spacerze wyznał mi, iż zaledwie rok wcześniej był tak gruby, że nie mógł chodzić. Gdy próbował się przejść, jego uda ścierały się od wewnątrz do krwi. Jednak w ciągu tego roku zaczął stosować naturopatię, dzięki której udało mu się zrzucić około jednej trzeciej wagi i teraz mocno wierzył w skuteczność tej formy medycyny. O 10 lub 11 wieczorem skłaniałem się z szacunkiem przed moim nauczycielem w tradycyjny sposób - prosząc jednocześnie o wybaczenie wszelkich uchybień, jakie mogły mi się przytrafić w ciągu dnia - i wracałem na noc do swego łóżka ze stelażem z plecionego sznura.”

„Jakkolwiek metody nauczania Kaszjapdżi’ego były konwencjonalne, to styl, w jakim uczył, był daleki od wszelkich konwencji. Po wejściu do jego pokoju (którego drzwi były zawsze otwarte) zwykle zastawałem go rozłożonego na swoim sznurowym łóżku w sposób przypominający wyrzuconego na brzeg wieloryba. Kaszjapdżi pogrążony był w głębokim śnie, bo choć potrafił przepracować bez przerwy cała dobę - jeśli zaszła taka potrzeba, to równie łatwo potrafił też przespać całą dobę. Jako profesor języka pali i filozofii buddyjskiej miał minimalne obowiązki, stąd większość czasu spędzał na plecionce swego łóżka bez materaca ani poduszki, a łóżko od czasu do czasu poskrzypywało jakby w proteście przeciw jego ciężarowi. Na moje chrząknięcie lub mruknięcie: „Bhante!”, jedna z jego powiek drgała, a ja zadawałem pytanie, zwykle dotyczące jakiegoś skomplikowanego zagadnienia związanego z gramatyką palijską, abhidhammą lub logiką, którego nie byłem w stanie rozgryźć sam. Nie otwierając oczu i nie ruszając się z miejsca Kaszjapdżi wyjaśniał daną trudność. Słowa unosiły się przy tym z dudnieniem z przepastnych głębi jego ogromnego korpusu i spowolniwszy swój bieg na języku opuszczały go w postaci głęboko rozważonej wypowiedzi. Czasami to dudnienie trwało niecałe kilka minut, innym razem pół godziny. Cokolwiek Kaszjapdżi powiedział, było zawsze jasne, precyzyjne i na temat. Jeśli spytałem o konkretny ustęp z tekstu, zawsze wiedział, skąd on pochodzi, co go poprzedza i co po nim następuje. Mimo to przez cały czas Kaszjapdżi pozostawał w stanie pół-snu. Wychodząc do swojego pokoju, słyszałem już za sobą pierwsze wzdechnięcie i chrapnięcie i zanim się usadowiłem za stołem, mój nauczyciel spał już kamiennym snem.”

(fragment z autobiografii Sangharakszity „Rainbow Road”, copyright WIndhorse Publications, 1997, Anglia. Ta i inne książki dostępne za darmo po angielsku online w formacie pdf na stronie: http://sangharakshita.org/online_books.html )

Więcej o Kaszjapdżi na wikipedii

Inni nauczyciele: http://www.buddyzm.info.pl/?page_id=979

 

,,Przyjaciele…” zmieniają nazwę!

6 stycznia 2010 Przyjaciele Zachodniej Wspólnoty Buddyjskiej zmienili nazwę. Nazywamy się teraz Wspólnota Buddyjska Triratna. Albo w skrócie po prostu: TRIRATNA.

Co to znaczy?

Triratna to w sanskrycie trzy klejnoty. Trzy Klejnoty (czasem zwane też Trzema Schronieniami) to ważny buddyjski symbol. Tak jak klejnoty, szlachetne kamienie są zwykle czymś bardzo pożądanym i najbardziej wartościowym, tak w praktyce duchowej buddyzmu Trzy Klejnoty czyli Budda, Dharma i Sangha są najwyższymi ideałami. Więcej informacji o znaczeniu symbolu Trzech Klejnotów tutaj.

Dlaczego zmieniliśmy nazwę?

Z kilku powodów. Głównie dlatego, że nasza założona w 1967 roku w Londynie wspólnota przez ostatnie 40 lat dość nieoczekiwanie rozrosła się na cały świat. Wskutek tego słowo ,,zachodnia” stało się w niektórych krajach nieodpowiednie (np w Polsce, Rosji, Indiach, Chinach itd). Poza tym od lat 70-tych rozwinęła się działalność ,,Przyjaciół” w Indiach ale pod inną nazwą (Trailokya Bauddha Mahasangha Sahayak Gana, w skrócie TBMSG). Z biegiem czasu coraz dziwniejsze było to, że była to jedna wspólnota, ale pod dwoma nazwami - jedną w Indiach, a drugą wszędzie indziej .

Nowa międzynarodowa strona Triratna na facebooku

Strona Sanghaloki na facebooku (polska)

Stara strona Przyjaciół Zachodniej Wsp. Budd. (FWBO) na facebooku (po angielsku)

 

Do szlachetnie urodzonego z Kioto

(Kukai, Kobo Daiszi)

Pytasz mnie, czemu zaszyłem się tak głęboko w górach.
W zimnicy, gdzie straszą nagie szczyty i skały o dziwacznych kształtach.
W tej siedzibie bogów gór, nawiedzanej przez duchy drzew.
Gdzie trudno się wdrapać, a jeszcze trudniej zejść.

Ach, gdzie masz oczy, czyż nie widziałeś?
Drzew brzoskwiniowych oraz śliw?
Pokryte kwieciem i odurzające.
W wiosennym deszczu dopiero pękały ich pączki.
A już podmuch roznosi po całym ogrodzie ich różowe płatki.
Kilka gałązek zerwą dziewczyny podczas przechadzki,
A unoszące się płatki porwie w locie wilga.

Ach, gdzie masz oczy, czyż nie widziałeś?
Jak tryska woda z fontanny w ogrodzie?
Co rusz nowy strumień wybija - i znika na zawsze.
Tysiąc mieniących się srebrem promieni.
Płynie, płynie, płynie w niezmierzoną otchłań
Wirując, falując płynie w nieskończoność
I nikt nie odgadnie, dokąd i jak długo.

Ach, gdzie masz oczy, czyż nie widziałeś?
Miliardów tych ludzi, co żyli w Japonii i w Chinach?
Żaden nie uszedł śmierci od zarania dziejów
Mądrzy królowie i tyrani, poddani i wierni i źli.
Kobiety piękne i pospolite - nikt nie zatrzymał młodości na zawsze.
Urodzeni wysoko czy nisko, pomarli bez wyjątku.
Wszyscy oni umarli, obróciwszy się w proch i pył.
W salonach, zamiast ich tańców i śpiewów, grasują teraz lisy.
Ulotni jak sen, jak błysk, jak bańka powietrza - są wszyscy wieczni podróżni.

Ach, gdzie masz oczy, czyż nie widziałeś?
Ten los spotkał wszystkich, jak mógłbyś ty jeden żyć wiecznie?
Serca mi pęka, gdy o tym myślę.
Ty też jesteś jak to słońce zachodzące za góry.
Albo jak żywy trup u kresu sił.
Na próżno zostałbym tu w stolicy
Odejść, odejść dziś muszę, odejść jak najszybciej.
Pozwól mi odejść - ten mistrz wielkiej pustki
To dziecko Szingonu nie może tutaj zostać.

Widok sosen i skał na Górze Koja nigdy mnie nuży.
Chyży górski potok jest źródłem najgłębszej radości
Porzuć dumę ze światowych zdobyczy
Uciekaj z płonącego domu potrójnej egzystencji!
Włożywszy całe serce w praktykę wkrótce osiągniemy sferę wieczności.